O. Jan Beyzym T. J. i Trędowaci na Madagaskarze/List XXXIX

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Beyzym
Tytuł O. Jan Beyzym T. J. i Trędowaci na Madagaskarze
Redaktor Marcin Czermiński
Wydawca Redakcya »Missyj Katolickich«
Data wyd. 1904
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron




LIST XXXIX.

Fianarantsoa, 25 stycznia 1903 r.

Spieszę Ojcu donieść, że robota zaczęta; grunt się niweluje, kamienie ociosują, materyały znoszą i t. d. i t. d., jak wogóle przy budowie; jak ustanie pora deszczowa (mniej więcej w końcu kwietnia), będzie się cegła wypalać, a potem budować — za to wszystko, najpierw Matce Najświętszej, a potem wszystkiem Dobroczyńcom jak najpokorniej dziękuję jak od siebie, tak też w imieniu wszystkich trędowatych, którzy z łaskawych ofiar będą korzystać. My tylko dziękujemy i będziemy się starać odwdzięczać modlitwą naszym Dobroczyńcom, bo inaczej nie możemy, ale Matka Najświętsza z pewnością po swojemu stokrotnie wynagrodzi każdą, choćby najmniejszą jałmużnę, bo przez to nie jedna dusza będzie zbawioną, jak mam w Bogu nadzieję, która możeby zginęła na wieki, będąc pozbawioną wszelkiej pomocy. Stokrotne »Bóg zapłać« wszystkim Dobroczyńcom razem i każdemu zosobna. Misaotra dia misaotra Anareo izahay, czytaj: Misótr dia misótr Anaréu izaháj — znaczy dosłownie: »Dziękujemy i dziękujemy Wam my«, t. j. bardzo a bardzo dziękujemy.
Posyłam Ojcu fotografie z Marana i tę garstkę chorych, których tu mam. Góry bez drzew, które Ojciec widzi na fotografii, są to ogromne bryły kamienia, na których nic zgoła nie rośnie. Posyłałem Ojcu kiedyś plan schroniska, ale wkrótce poszlę Ojcu zupełnie inny, bo pierwszy nie da się wcale uskutecznić na obecnym gruncie. Dałby się wprawdzie na upartego wykonać pierwotny plan, ale ogromny byłby wydatek, gdyż tu równin wcale niema, trzeba ścinać góry, żeby budować, wolałem zatem zastosować przysłowie: »tak krawiec kraje, jak materya staje« i mieć więcej grosza na inne niezbędne wydatki. Budować będę na 200 chorych, a przyjmę tylu, ilu fundusze utrzymać pozwolą. Mam jednak nadzieję, że będzie schronisko zaludnione, bo Najśw. Matka nie przestanie i nadal opiekować się swoim dziełem, więc jałmużna będzie nadchodzić.


Tymczasowe schronisko trędowatych w Maranie — w środku kościół, po bokach mieszkania.

W miarę jak będzie postępować robota, będę się starał posyłać Ojcu fotografie i zarazem wykaz kosztów, dlatego, że tu wszystko bardzo drogo kosztuje, więc wolę, żeby ofiarodawcy wiedzieli, jak i na co daną przez nich jałmużnę obróciłem. Kościół będę się starał ozdobić jak tylko się da najładniej, żeby Częstochowska nasza Mateczka była należycie uczczoną nietylko u nas, ale i pod afrykańskiem niebem. Czasu do stracenia wcale teraz nie mam, przeciwnie często mi go brak, bo wyrzeźbić wszystko do kościoła muszę ja sam; o pomocniku żadnym mowy tu niema, oprócz tego ogród i wszystko inne urządzenie także kto inny nie zrobi, słowem, że dzięki Bogu, nie mogę mieć i wyobrażenia, co to znaczy nudzić się w bezczynności. — Wszystko jednak będzie i uda się dobrze, to wiem na pewno, bo wszędzie i wszystkiem rządzi i kieruje sama Matka Najśw., bez Niej nic zgoła w całem ścisłem znaczeniu tego słowa nie zrobiłem i nie zrobię. Roboty dozoruje jeden z tutejszych Braciszków, który się zna na budownictwie. Wody będzie dość i do tego idzie ta woda z góry, więc może mi się uda tak zrobić, żeby ta woda wszędzie dochodziła, t. j. do sypialni, kuchni, pralni i t. d., byłoby to wielką ulgą dla chorych, gdyż nie potrzebowaliby nosić. O tem nic jeszcze nie mówię Ojcu stanowczo, bo dopiero zamyślam to zrobić; jak będzie to uskutecznione, to się przed Ojcem pochwalę.
Słyszał już Ojciec nie jedną i nie dwieście naiwnych odpowiedzi podczas katechizowania, ale takiej, jak zaraz Ojcu powiem, pewno jeszcze Ojciec nie dostał. Otóż tak: jeden z misyonarzy katechizował, a skończywszy, zaczął pytać katechizmu swoich czarnych dyscypułów; zapytuje jedną kobietę: gdzie jest Bóg, czy wszędzie, czy w niebie tylko? Ona mu na to: »Tego ci nie powiem, bo sama nie wiem, ale jeżeli chcesz się dowiedzieć, to zapytaj mego męża, on dobrze wie to wszystko, to ci powie.« No, co Ojciec na to, prawda, że nie zła odpowiedź? Nie raz porządnie można się uśmiać, to prawda, ale że musimy się uzbrajać w cierpliwość, żeby tych czarnych biedaków coś nauczyć, to też prawda.
Tymczasem tyle, drogi Ojcze, bo czas okropnie nagli; jak Bóg pozwoli, to niezadługo znowu napiszę. Polecam Was wszystkich razem i każdego zosobna opiece Matki Najświętszej, a moją niegodność waszym modlitwom.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Marcin Czermiński, Jan Beyzym.