Polska sztuka stosowana

>>> Dane tekstu >>>
Autor Antoni Chołoniewski
Tytuł Polska sztuka stosowana
Pochodzenie Świat R. I Nr. 8 i 9
17 lutego i 3 marca 1906
Redaktor Stefan Krzywoszewski
Wydawca Tow. Akc. S. Orgelbranda Synów
Data wydania 1906
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron
POLSKA SZTUKA STOSOWANA.

I.

Kiedy przed czterema przeszło laty zorganizowała się w Krakowie garstka artystów i miłośników swojszczyzny w towarzystwo dla rozwijania polskiej sztuki stosowanej — styl zakopiański, w którym po raz pierwszy u nas wyrażone zostały formy artystyczne dla potrzeb życia codziennego, miał już swą świetną historyę. Ale było coś — mówi autor broszury „O sztuce stosowanej“[1] — co ludziom z nizin nie dawało spokoju. Za ciasno było niekiedy w atmosferze tego stylu. Pomimo całej doskonałości rozwinięcia zasad budownictwa góralskiego, dziwnie było patrzeć na domy zakopiańskie, wyrastające nagle na równinach, gdzie oko przywykło do innych kształtów, gdzie zdawało się widzieć inną myśl w budownictwie, a dusza czuła inny nastrój w otoczeniu. Chałupa mazurska ze słomianą strzechą, niska, rozsiadła, pobielona, często ozdobiona barwnem malowaniem, domy podsieniowe ze szczytami, opartymi na słupach, misternie rzeźbionych; kościołki drewniane, dworki z charakterystycznymi dachami i ganeczkami, wszystko to czekało na zebranie, opracowanie, wyzyskanie. A dalej cały bajeczny świat barw, całe bogactwo pomysłów zdobniczych, odkryte u ludu naszego we wszystkich ziemiach polskich, wniosło nadspodziewaną moc nowych wartości dla sztuki, nowych myśli, nadziei i przeczuć. Z całym więc szacunkiem dla tego, czemu tak świetnie dano początek w Zakopanem, postanowiono oprzeć pracę na szerszych jeszcze podstawach i dążyć do zebrania wytworów sztuki ludowej i zabytków budownictwa drewnianego z całej Polski.
Dnia 8 czerwca 1901 r. w Krakowie, z inicyatywy pp. Edwarda Trojanowskiego, Jerzego Warchałowskiego, Włodzimierza Tetmajera, Karola Tichego, Józefa Czajkowskiego i Stanisława Golińskiego, zostało zwołane pierwsze zebranie, na którem omówiono potrzebę stworzenia instytucyi dla spraw sztuki polskiej, zastosowanej do potrzeb przemysłu i budownictwa. Postanowiono zawiązać towarzystwo. W październiku, wobec zaproszonych przedstawicieli rzemiosł, instytucyj artystycznych i osób, interesujących się sprawą, odbyło się pierwsze walne zgromadzenie członków nowej instytucyi.
Jako najbliższy cel jej określono budzenie oryginalnej twórczości w dziedzinie sztuki, zastosowanej do przemysłu i budownictwa i nadanie jej cech odrębności narodowej, a zarazem stworzenie niezbędnej do tego atmosfery rodzimej i nastroju artystycznego. Najważniejszymi środkami, prowadzącymi do tego celu, miały być: gromadzenie materyałów z zakresu polskiej sztuki stosowanej i zabytków polskich. Oparcie tej pracy na szerokich podstawach, szukanie materyałów wszędzie, gdzie tylko brzmi mowa polska, urządzanie wystaw, ogłaszanie konkursów, rozpowszechnianie zarówno motywów, jak nowych oryginalnych pomysłów za pomocą wydawnictw, a wreszcie wykonywanie tych pomysłów i wogóle współdziałanie z ruchem przemysłowo-artystycznym.
I na tym gruncie rozpoczęła się działalność Towarzystwa.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Do pracy w imię wielkiego, kulturalnego hasła stanęła właściwie drobna garstka entuzyastów, ludzi bezwzględnie i mocno przekonanych o doniosłości podjętych wysiłków. Skromny rozmiarami, a z niepospolitym smakiem urządzony lokal Towarzystwa w Krakowie przy ulicy Wolskiej w prywatnem mieszkaniu p. Warchałowskiego, stał się niebawem ogniskiem, skupiającem grono artystów, pragnących pracować dla sztuki ludowej polskiej i dla podniesienia estetycznego poziomu całego społeczeństwa. Tu gromadzić poczęto wspaniałe zbiory, mające służyć za miejsce studyów i pracownię dla wszystkich, którzy pragną współdziałać z usiłowaniami Towarzystwa. Tu rodziły się i wypracowywały blizkie i dalekie projekty, plany i zamiary. Stąd idzie od szeregu lat inicyatywa twórcza na całą Polskę, zataczająca wciąż szersze kręgi.
Podstawą stały się zbiory, których gromadzenie musiało z natury rzeczy być pierwszem zadaniem inicyatorów. Sprawa nie cierpiała zwłoki i z tego powodu, że zwłaszcza motywy ludowe i zabytki budownictwa drewnianego giną niemal z dniem każdym, mimo, iż u nas mniej, niż w jakimkolwiek kraju cywilizowanym — z wyjątkiem Skandynawii i Finlandyi — wypiera je niwelujący pochód kultury. Przez szereg lat trwała gorliwa, gorączkowa praca gromadzenia zbiorów. Dziś to, co udało się zebrać, zostało zinwentaryzowane i w liczbie tysiąca kilkuset okazów złożone w tekach, szafach, skrzyniach, pudłach i pudełkach. Plon to przeważnie wycieczek wakacyjnych członków Towarzystwa po wszystkich stronach Polski, od Ślązka do Żmudzi, zebrany, bądź w okazach oryginalnych, bądź w doskonałych kopiach, sporządzonych ołówkiem rysowniczym i aparatem fotograficznym. Setki fotografij i rysunków utrwaliły ciekawe, a ginące formy polskiego budownictwa drewnianego, od kościołków, kapliczek, dworów, domów mieszczańskich i chat, aż do krzyżów przydrożnych. Oprócz nich bogaty zbiór motywów, używanych na tkaninach polskich, nietylko ludowych, ale i szlacheckich. Ściany lokalu Towarzystwa, który tworzy już małe, lecz cenne muzeum, zawieszone są kolekcyą kilimów i samodziałów chłopskich, pasów kontuszowych słuckich, lipkowskich, krakowskich i innych. W tekach stosy starannych kopij. Dalej pisanki z niezliczonemi odmianami ornamentyki, sprzęty ludowe, noszące na sobie piętno artyzmu, okucia żelazne, prześliczne czerpaki śląskie, barwnie malowane skrzynie krakowskie i bogaty zbiór wycinanek łowickich.
Wycinanki, na które Towarzystwo pierwsze u nas zwróciło uwagę, jako na oryginalną i ciekawą formę twórczości artystycznej ludu, naraziły je na dotkliwe zarzuty pewnych kół artystycznych lwowskich. Odmówiono im wszelkiej wartości, jako rzeczom, robionym przez dziewczęta wiejskie „dla zabawy", powstającym przypadkowo, mechanicznie, pozbawionym koncepcyi, Towarzystwo zaś, które te zabawki „z jaskrawego, ordynarnie kolorowego papieru“ jęło gromadzić dla celów artystycznych, pomówiono o „fetyszyzm wobec wszystkiego, co tylko wyszło z chłopskiej dłoni“. A już największe oburzenie krytyków lwowskich wywołał fakt, iż nieszczęsne wystrzyganki łowickie znalazły się, zaaplikowane przez krakowskich artystów, jako ornament na kilimach, jako winiety książek i jako dekoracya oprawy artystycznych wydawnictw.
Towarzystwo broniło się i obroniło dzielnie.
Okazało się, że wycinanki, t. j. desenie ich, nie powstają ani przypadkowo, ani mechanicznie i że krytycy nie znali poprostu dość dobrze materyału. Rozpowszechnione niezwykle, zwłaszcza na nizinach, w Królestwie, mają one swój własny, wspólny styl, a w pewnych okolicach wykazują ciekawe odmiany, na które składają się: charakter autorów, nastrój natury i szczególne warunki życia. Wycinanki łowickie, naprzykład, odznaczają się ogromną barwnością, ornament traktowany jest śmiało, szeroko: odbiera się tu ogólne wrażenie swobody, rozlewności, wesołości. Wycinanki z puszczy kurpiowskiej cechują: powściągliwość w barwach, drobiazgowość i subtelność ornamentu. W puszczy białowieskiej na Litwie spotykamy wycinanki, których wieje jakimś smętkiem, powagą. I tak dalej. Bardziej uzdolnione jednostki wnoszą w swoje wycinania własny, specyalny gust, swoją osobistą fantazyę i temperament, swój indywidualny talent i stwarzają nieraz rzeczy znakomite. Że kształt wycinanek wogólności nie jest przypadkowy, że nie powstaje z bezmyślnego zabawiania się nożyczkami, tego dowodem częste pokrewieństwo ich z otaczającą przyrodą. Jest to przytem przyroda, nie naśladowana niewolniczo, lecz odbita w szczególny sposób w rozbawionym umyśle dziewczęcia, często zabarwiona prawdziwym humorem. Najczęściej bywa to wesoła synteza artystyczna kwiatu, lub rośliny. W każdym wreszcie wypadku zastosowanie ozdób do płaszczyzny, jaką mają pokryć, bywa odmienne, prawie zawsze logiczne i właśnie ta logika w rozwinięciu ornamentu, w zapełnianiu płaszczyzn, przytem prostota, zwięzłość i jędrność są niepospolitemi zaletami tej naszej chłopskiej sztuki. I kolor papieru nie jest tu produktem bezmyślności. Posługują się nim zdolniejsi twórcy wiejscy tak, jak malarz barwami na palecie. Trzeba widzieć setki wycinek, zebranych przez Towarzystwo, aby módz podziwiać wspaniałą niekiedy grę barw ich, przechodzącą czasem w istną orgię, to znowu układająca się w przedziwną harmonię.
A że ozdoby te powstają „dla zabawy"? Tak, dla zabawy. Czyż jednak „zabawa", ta dążność do upiększenia życia, wesele i radość, jaką sprawia istnienie, nie są czynnikami, dającemi się wykryć przy badaniu genezy i procesu olbrzymiej części twórczości artystycznej wogóle? Odkrycie wycinanek odegra w dziejach ornamentyki polskiej prawdopodobnie rolę niemałą, a odgrywa ją w pewnej mierze już i dziś, na gruncie krakowskim przynajmniej. Przepysznych, nawskroś oryginalnych obrazów Frycza, robionych techniką wycinkową, nie mielibyśmy też, gdyby się z twórczością ludową na tem polu uporano wzorem krytyków lwowskich, jako z bezwartościową zabawką „z ordynarnie kolorowego papieru“.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Korzystając z bogatych swych zbiorów, urządziło Towarzystwo kilka wystaw publicznych dla zaznajomienia z niemi szerszej publiczności. Pierwsza taka wystawa odbyła się w Krakowie z początkiem r. 1902 i obejmowała trzy główne działy: materyał ludowy, materyał historyczny í usiłowania współczesne. Materyał ludowy stanowiły: zdobnictwo ludowe (rzeźby, ornament ubiorów, hafty, malowania na ścianach i sprzętach, wycinanki), przedmioty o piętnie artystycznem i budownictwo drewniane. Najbogaciej wystąpiło tu Krakowskie, Podhale, Śląsk i Łowickie, mniej pokaźnie Litwa i Poznańskie. Dział materyału historycznego obejmował: porcelanę, fajans, szkło, a przedewszystkiem obfity zbiór pasów staropolskich, których porównanie z pierwowzorami wschodnimi z jednej strony i z okazami zdobnictwa ludowego z drugiej, dało sposobność stwierdzenia pewnego związku, istniejącego między pasami i sztuką ludową. Najskromniej wypadł dział usiłowań współczesnych. Jedna tylko sztuka zakopiańska, mająca już swą historyę, była przédstawiona wszechstronniej. Po za nią znalazły się na wystawie projekty umeblowań, wyroby ze skóry, afisze i inne przedmioty, bądź oparte na motywach krakowskich, śląskich, kujawskich, lecz na ogół było ich niewiele. Kilkadziesiąt osób stale pracowało na wystawie z pendzlem i ołówkiem w ręku, studyując motywy zebrane z rozległych stron kraju.

II.

Drugą wystawę urządziło Towarzystwo w Warszawie jesienią r. 1902. Ogólna zasada była ta sama, jaka kierowała wystawą pierwszą, uszczuplono tylko z rozmysłu materyał historyczny, a natomiast znacznie pomnożył się materyał ludowy zbiorami, nagromadzonymi od czasu wystawy krakowskiej i nadesłanymi z różnych okolic Królestwa i Litwy. Z nieznanych dotąd zbiorów prywatnych wystąpiły okazale zbiory pp. Michała Brensztajna (rzeźby żmudzkie), Tadeusza Dowgirda (pisanki) i Leonarda Stroynowskiego (ornamentyka łowicka). Dział usiłowań współczesnych wystąpił już nieco pokaźniej. W pracach tego działu dały się zauważyć dwa kierunki: jeden — to stosowanie form ludowych do przedmiotów, mających służyć potrzebom człowieka wykwintnej kultury, drugi — to szukanie własnych form, indywidualny wysiłek twórczy, dokonywujący się jednak w atmosferze nawskroś swojskiej.
Niezmiernie zajmująco zarysowała się urządzona w Krakowie wystawa polskiego budownictwa drewnianego, na której Towarzystwo zaprodukowało bogate swe zbiory w rysunkach i fotografiach, oraz wystawa drukarska ze stycznia 1905., odmienna tem od poprzednich, że złożyły się na nią już tylko wyłącznie prace kompozycyjne. Wystawa przedstawiła wymownie stopień artyzmu we współczesnem drukarstwie polskiem, uwydatniła dążenie do nadania mu odrębnego charakteru i dała interesujący przegląd artystycznego stosowania motywów swojskich.
Dla tych, którzy bezpośrednio z prac i zbiorów Towarzystwa korzystać nie mogą, rozpoczęło ono wydawnictwo materyałów artystycznych.[2] Postawione od razu na niezwykle wysokim poziomie, wytworne w każdym calu, w przepysznych barwnych okładkach, zmieniających się z każdym zeszytem, zawiera ono na oddzielnych kartonach jednobarwne i kolorowe reprodukcye okazów sztuki ludowej, a w ostatnich zeszytach także i prac kompozycyjnych. Podjęte olbrzymim kosztem, który zwiększa jeszcze okoliczność, że na szeroki zbyt liczyć niepodobna, jest wydawnictwo Polskiej sztuki stosowanej prawdziwą chlubą, nietylko swoich wydawców, ale polskiego ruchu wydawniczego wogóle i zasługuje na najgorętsze poparcie wszystkich szczerych miłośników piękna. Zeszyty dotychczasowe spotkały się z zaszczytną oceną artystów obcych. Artystyczne pismo wiedeńskie „Hohe Warthe", wydawane przez głównych przedstawicieli wiedeńskiej secesyi, nazwało je „prawdziwą rozkoszą dla każdego artystycznego umysłu“ i poświęciło mu całkowicie jeden ze swych zeszytów, omawiając działalność Towarzystwa i zamieszczając szereg barwnych reprodukcyj polskich motywów ludowych.
Ostatnią wreszcie gałęzią bogatej działalności Towarzystwa są ogłaszane bądź przez nie samo, bądź za jego pośrednictwem, konkursy artystyczne z zakresu sztuki stosowanej. Konkursów takich ogłoszono około dziesięciu.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Nie wszyscy znają ideały i działalność „Polskiej sztuki stosowanej" z pierwszej, że się tak wyrażę, ręki: z wydawnictw, wystaw, zbiorów. Daleko szersze koła znają ją (albo raczej nie znają) z dalekich ech, które się przerodziły w utarte komunały, krążące nawet wśród warstw niby wykształconych. Lenistwo umysłowe, którego i u nas, jak wszędzie na świecie, nie brak, posługuje się chętnie wszelkiemi gotowemi formułkami. Nieuzasadnionym takim, a bezkrytycznie powtarzanym komunałem, powtarzanym dość często, jest, że dążeniem „Polskiej sztuki stosowanej“ jest wtłoczenie całej odnośnej gałęzi twórczości artystycznej w formy motywów ludowych. Twierdzenie to jest zgoła bezpodstawne. „Towarzystwo — pisze p. Jerzy Warchałowski, jeden z założycieli jego i najczynniejszych członków — nie narzuca żadnego kierunku, pragnie tylko popierać każdy szczery talent i szczere dążenie do odrębności: kto z talentem rozwija motywy ludowe lub je umiejętnie zastosowuje, ten równie jest ceniony, jak i ten, kto tworzy bardziej samodzielnie, dając formy nowe, których związek ze sztuką narodu jest na razie niedostrzegalny.
Godnem uwagi jest credo, w którem Towarzystwo, przez usta wspomnianego swego członka i wybitnego działacza-artystę, określa stosunek swój do twórczości ludowej.
Tam, gdzie talenty są niewątpliwie, gdzie je cechuje wielka prostota, nieświadomość, a przez to nieustanna świeżość, trzeba się z nimi obchodzić nadzwyczaj ostrożnie, jak z rośliną najdelikatniejszą. Prostota życia, bliskie, ciągłe obcowanie z przyrodą, wysiłek swobodny wyłącznie dla zaspokojenia własnych potrzeb, wytwarzają ten osobliwy urok, jaki wieje od całego otoczenia, wśród którego żyją bardziej artystyczne rodziny wiejskie, urok, zaklęty w tylu wydobywanych dziś z zapomnienia poszczególnych wytworach talentów wieśniaczych. Za niesłychanie niebezpieczne poczytuje p. W. zbyt pospieszne, nieostrożne, szablonowe mięszanie się czynników nieodpowiednich do przemysłu ludowego w celu podniesienia go i tak zwanego „uszlachetnienia“.
W tych okolicach, gdzie lud wykazuje prawdziwie oryginalne artystyczne uzdolnienie, potrzebny jest nie przedsiębiorca ze swą wielką pracownią, z dążnością do masowej, jednostajnej produkcyi, ale życzliwy opiekun, znawca ludu, odnoszący się do jego oryginalnej, bodaj najprymitywniejszej twórczości, z najgłębszym szacunkiem. Trzeba, za przykładem pań angielskich i licznych stowarzyszeń kobiecych w Szwecyi, iść na wieś, zżyć się z ludem, poznać jego właściwości twórcze, odszukać bardziej uzdolnionych pracowników, otoczyć ich specyalną opieką i nie zmieniając zbytnio warunków ich życia i pracy domowej, ułatwiać im tę pracę przez dostarczanie środków technicznych i zapewnienie zbytu. W ten sposób wspomagane delikatną ręką opiekuńczą prymitywne talenty rodzinne będą się rozwijały zdrowo i samodzielnie, nie zaś podług wskazówek i pod kierownictwem zwykłych przedsiębiorców, stojących pod względem artystycznym o wiele niżej od tych sił, jakie do pracy zaprzęgają.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Technika prawie wszystkich gałęzi przemysłu artystycznego w Polsce pozostawia niezmiernie wiele do życzenia. Prawie nie posiadamy w kraju naszym wzorowych sił rzemieślniczych, a te, które są, walczyć muszą z ciężkimi warunkami ekonomicznymi. Do podniesienia więc środków technicznych dążyć należy nieustannie i z całą energią. Ale technika, to środek tylko, nie cel. Dążenie do doskonałości technicznej musi być podporządkowane dążeniu do ideału artystycznego. Musimy zdobyć się na wniesienie do twórczości naszej nowych myśli, nowych form, nowych motywów, wysnutych z głębin ducha narodowego, jeśli chcemy stanąć w rzędzie narodów, szczycących się oryginalną, własną twórczością, a znajdujemy się w szczęśliwem tem położeniu, żeśmy w dziedzinie sztuki ludowej, obok Skandynawców i Rosyan, jedni z najbogatszych w Europie.
Wyprowadzenie na jaw cech własnych, rodzimych, wytwarzanie z nich atmosfery, w której artyści polscy czerpać będą mogli, w coraz wyższym stopniu pełnemi płucami, orzeźwiający, świeży, zdrowy powiew, wnoszenie wreszcie pierwiastków artystycznych do różnych dziedzin przemysłu, są to niezaprzeczone, a doniosłe dla kultury narodowej zasługi Towarzystwa Polskiej sztuki stosowanej.
Działalność jego nabiera coraz bardziej charakteru realnego. Są gałęzie przemysłu polskiego, jak tkactwo i drukarstwo, w których — w znacznym stopniu pod wpływem Towarzystwa — zrozumiano korzyści artystycznego kierunku i tam wyniki są już wcale pokaźne. Najmniej stosunkowo udało się zdziałać w jednej najważniejszej gałęzi, w stolarstwie. Potrzeba tu większych i śmielszych nakładów ze strony firm lub osób prywatnych, trochę więcej odwagi, nieco ryzyka, więcej wiary w sztukę, więcej poczucia harmonii artystycznej i piękna w otoczeniu codziennego życia. Niech znajdzie się ktoś, co nie żałując pieniędzy, da możność Towarzystwu lub poszczególnym artystom urządzić dla siebie cały dom, a kilka takich prac szczęśliwie przeprowadzonych utoruje drogę innym i droga ta stawać się będzie coraz łatwiejszą, tańszą, dostępniejszą. Tak po części zrozumiało rzecz krakowskie Tow. lekarskie, które całe urządzenie wewnętrzne własnego domu powierzyło St. Wyspiańskiemu i umożliwiło powstanie dzieła wspaniałego. Tak pojęła sprawę reprezentacya miasta Krakowa, powierzając „Polskiej sztuce stosowanej" urządzenie zupełne sal restauracyjnych w odnowionym gmachu Tow. muzycznego.
Po pięciu latach istnienia może Towarzystwo rzec śmiało o sobie, że nie jest instytucją, sztucznie do życia powołaną, przeciwnie, jest wynikiem prądów i dążeń, które domagały się usilnie ujęcia we wspólne ognisko. Dziś skutki ruchu, ujętego i podtrzymywanego przez nie, są wręcz nieobliczalne, nie dadzą się ściśle określić, ani sprawdzić. Prąd szerzy się z niepowstrzymaną już siłą, chociaż zawsze jeszcze zbyt wolno, jak na wielki, kulturalny naród, artyści garną się coraz więcej do przemysłu artystycznego, powstają kompozycye i dzieła pełne talentu. Przyszłość zarysowuje się pomyślnie. Tylko współdziałania jaknajwięcej i pomocy ze strony tych, którzy powołani są do tego szczęśliwymi warunkami materyalnemi i wysokim stopniem kultury!

Kraków.
Ant. Chołoniewski.


Przypisy

  1. Jerzy Warchałowski. „O sztuce stosowanej“, Kraków, 1904.
  2. Wydawnictwo Tow. Polskiej sztuki stosowanej. Materyały, Kraków. Zeszyty I — VI in quarto.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Chołoniewski.