Strona:Świętopełk Czech - Jastrząb contra Hordliczka.djvu/80

Ta strona została przepisana.

Wprowadził gości do ciasnego przedpokoju, który był zupełnie pusty. Gdy zamknął za sobą drzwi i chwilę zatrzymał się przed nimi i schylił głowę w dziwnej peruce, a ręce schował w poły wyblakłego surduta, uderzyła ich jego starość w tej próżnej przestrzeni, z zapleśniałemi, bezbarwnemi dywanami na gołych ścianach, gdzie nic im nie przeszkadzało obserwować starości szlachcica.
Nawykli widywać go wśród promieni, które padały na niego od strony bogatego dobroczyńcy, dziwili się, gdy zobaczyli przed sobą, bladego i bezbarwnego, jak zakurzone szklane cacko, oderwane od bogatego świecznika, gdzie do niedawna grało wszystkiemi barwami tęczy.
Przypomnieli sobie, jak się im przedstawił ten pan po raz pierwszy, wychodzącym przed supowskim pałacem z aksamitnego wnętrza powozu, opierającym się zlekka o ramię lokaja w liberyi, który mu pomagał wysiąść z powozu; teraz przychodzi własnoręcznie otworzyć drzwi ciasnego im próżnego pokoju! Zdawało im się, że znacznie schudł i zdrobniał, że i komiczny odcień palcem czasu znacznie został starty z jego osoby.
Widzieli na nim to samo ubranie, które miał na sobie ostatnim razem w Supowie, ale zdawało im się nieprawdopodobnem, ażeby w tak krótkim czasie tak bardzo się znosiło.
I peruka jego jakoś zsiwiała i była potargana; wyglądała ona tak, jakby służyła przez długi kawał czasu za zabawkę myszom, co posłużyłoby do wytłóma-