Strona:Świat pani Malinowskiej (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/115

Ta strona została uwierzytelniona.

jąłem czternaste miejsce! To też nie byle co. Pierwsze otrzymał jakiś Berger. Powiadam ci, bez najmniejszych warunków. I oczywiście nic o nim nie słychać. Zaangażowali go do filmu „Kajdany namiętności“, grał, jak szewc, pewno widziałaś? Szło w „Apollo“?
— Nie.
— Na tym się skończył. Od razu wiedziałem, że tak będzie. A takiego Anatola Tramma zepchnęli na ósme miejsce i co się okazało?!... Sława, gwiazda pierwszej klasy. Dziś już jest w Hollywood magnatem, zarabia osiemset tysiący dolarów rocznie! Miliarderki za nim szaleją i ożenił się z rosyjską wielką księżniczką. Ale przypatrz mu się kiedy, jaki on podobny do mnie, tylko nos ma znacznie brzydszy i o te dwa zęby skrzywione.
Podniósł górną wargę i wskazał przednie siekacze.
— Biedaku — śmiała się serdecznie Bogna — tak ciebie pokrzywdzono.
— Wszystkie te konkursy to zwykłe oszustwo. Protekcja, względziki, zakulisowe intrygi.
— I mój kochany Ew nie został gwiazdorem, nie zarabia milionów, nie ożenił się z wielką księżniczką, a został skazany na mnie.
— Kariera nie zając, nie ucieknie — rozpogodził się — a takiej żony to i między księżniczkami nie znalazłbym.
— Mój ty kochany! Więc nie żałujesz?
— Pal ich sześć! Nie żałuję. Tym bardziej, że widzisz, aktor to zawsze trochę niepoważne. Musi robić miny dla zabawienia gawiedzi, a gdy się zestarzeje to wylewają go na pysk i koniec.
— Jak ty zabawnie to mówisz „wylewają na pysk“!