Strona:Świat pani Malinowskiej (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/153

Ta strona została uwierzytelniona.

innego, jak po prostu docenienia przez zwierzchników jego osobistych zalet i kwalifikacyj.
Przypomniał sobie, co kiedyś mówił jego kuzyn Feliks:
— Każdy człowiek ma chwilę w życiu, gdy szczęście lezie mu do rąk. Rzecz w tym, że trzeba mieć rozsądek i rozwagę, by poznać się na tym. Na przykład ja umiałem to zrobić i dzisiaj widzisz czym jestem. Czekaj na dobrą passę.
Było to wówczas, gdy Malinowski zwrócił się do Feliksa o jakąś pomoc przed ucieczką z prowincji do Warszawy. Feliks wprawdzie nic zrobić nie chciał, ale jego rada okazała się słuszna i mądra.
Przyszła dobra passa.
„...Przepowiednia Twoja, Najdroższy Feliksie, sprawdziła się co do joty — pisał Ewaryst, zapraszając go na ślub — i da Bóg, dojdę może do takiej pozycji w świecie, jak Ty“.
Od najmłodszych lat przyświecał Malinowskiemu ten żywy przykład wydobycia na powierzchnię, ten brat stryjeczny pełen stateczności, powagi, szanowany i ceniony, a przede wszystkim bogaty, który w rodzinie był chlubą i na pokrewieństwo z którym powoływano się ilekroć chciano dodać sobie znaczenia i solidności.
Jego też jednego chciał pokazać Bognie i jej znajomym i nie zawiódł się, że Feliks wywrze na nich najkorzystniejsze wrażenie.
Obecnie pomyślna passa zaczęła się, zdawało się, rozwijać w szybkim tempie. Wizyta u ministra i wyraźne polecenie przygotowania memoriału otwierały nowe wielkie możliwości.