Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/163

Ta strona została przepisana.

nad otchłanią Paryża, i zapatrzyła się na ukochane miasto. Z porannych mgieł jesiennych wynurzały się ku blademu słońcu szczyty Panthéonu, Notre Dame, Buttes Chaumont, Inwalidów, Etoile, majaczyły na wzniesieniach wyspy domów, lśniących dachów, gdy cała dolina, ośrodek, istota, serce Paryża tonęły we mgle jak za mistyczną zasłoną, która kryła tajemnicę tej godziny w losach miljona istot rojących się tam wdole, a wraz z niemi i losy jej, która patrzy na to i czeka w niepokoju i trwodze odpowiedzi na pytanie o swój dzień jutrzejszy i o to, co z nią będzie w nowem, wielkiem życiu za pięć lat, za dziesięć lat?
Nie ustępowała mgła, uparcie ukrywała się jej wróżba. Znikło słońce, napłynęły nowe tumany, znikały wzgórza, wieże, aż całe miasto zawlokło się pomroką, tylko woddali na zachodzie ukośny promień słońca, na chwilę przedarłszy się przez szczelinę w chmurach, oświetlał posępnie i złowrogo wały, czerwone mury fortu na wyniosłości Mont Valérien. Nie była tam nigdy, wydało się jej, że w pogodny dzień przed samym zachodem Paryż musi stamtąd wyglądać wspaniale w czerwonych, purpurowych pochyłych promieniach słońca... I nagle targnął nią strach przed nicością, przed bezgraniczną pustą przestrzenią, która pożarła miasto, i przed jedyną samotną wizją dalekich murów, płynących w chmurze... Otrząsnęła się jak przed widmem, odwróciła się — pokoik, pozbawiony wszystkich sprzętów, wydał się jej dziwnie ciasny, strasznie wąski