Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/265

Ta strona została przepisana.

ani słowa o niej i o wyroku, niech jej nie żałują, nie zawodzą — niech będzie między niemi jak dawniej, a kiedy to nie miało skutku, gdy nadal siedziały osowiałe, gdy po parę razy na dzień bądź jedna bądź druga wybuchały płaczem, zapowiedziała im, że choć je tak lubi, choć bez nich będzie jej ciężko, zażąda przeniesienia do samotnej celi, jeżeli nie przestaną jej dręczyć. To w pewnej mierze pomogło. Eva zaprowadziła z powrotem głośne czytania i na tem przeważnie schodził im dzień.
Madame Pelouse czytała rozwlekle i uroczyście, recytowała z przejęciem, w djalogach zmieniała głos i deklamowała jak na scenie. — Prędzej, prędzej, pani Pelouse, nam tu nie trzeba kazania ani Odeonu — popędzała ją niecierpliwie mademoiselle Tourly. A sama, gdy na nią przyszła kolej, leciała, trzepała, połykając słowa, i żwawo przewracała kartki, cała pochłonięta i rozjątrzona ciekawością co będzie dalej. Czytały „Les Misérables“. Eva zwolniła się od głośnego czytania, słuchała lub nie słyszała, leżąc na łóżku albo zapamiętale godzinami chodząc pięć kroków tam i z powrotem w jedynem wolnem miejscu pode drzwiami.
Obrazy nędzy, krzywdy, bezeceństwa świata, okrucieństwo prawa i bezbronność cnoty, bezkarna podłość mocnych i cicha wieczna niedola maluczkich, staroświeckie wspaniałe bojowe tyrady Wiktora Hugo... Jego wiekuiste postacie, które ongiś trwożyły, chwytały za serce i zaludniały jej dziecięcą wyobraźnię jeszcze w Mapie Greek w samotnej