Strona:Żółty krzyż - T.I - Tajemnica Renu (Andrzej Strug).djvu/141

Ta strona została przepisana.
VI

Wreszcie, załatwiwszy się ze wszystkiem co do niego należało, baron von Tebben-Gerth zamknął się w swojej kajucie i postanowił nie wychodzić już do końca. Dopiero gdy rzucił się na posłanie, odczuł jak straszliwie jest wyczerpany. Bezwład spętał mu ręce i nogi, ciężar ciała stał się niezmierzony. Znużenie odebrało mu zdolność myślenia i odczuwania. Martwy, zupełny spokój. Pamiętał wszystko, co było i wiedział, co będzie dalej, ale już nie zaprzątał się tem całkiem. Nie on sam, ale jakby ktoś za niego powtarzał w kółko jedno i to samo, napastował go szybkiemi urwanemi myślami, które odzywały się raz wraz, cicho a wyraźnie, wraz z sekundnikiem chronometru. — Przecie to śmierć!!! Koniec — śmierć. Koniec — śmierć. Koniec — śmierć...
I cóż z tego, że śmierć? Niech będzie śmierć. Ogarnęła go rozkoszna nicość i doskonała pustka. Cały świat był już poza nim i oddalał się coraz bardziej. Kula ziemska strząsnęła go ze siebie i potoczyła się swojemi drogami w bezmiar międzypla-