Strona:Życie dwutygodnik. Rok III (1899) wybór.djvu/10

Ta strona została uwierzytelniona.

Jakąż znów rozkosz stworzysz niezwyczajną,
Gdy już najgorszej dokonano miary?
Na słodkie ziarno nasza pierś ochotna,
Więc objawieniem nas ucisz swej treści:
O, ty krwi żądna Dolores, przewrotna,
O nasza pani boleści!

O, na pragnienie wiecznie nowych wzruszeń,
Na głód niemożliwości, jęk rozpaczy,
Bliźniaczej siostry niebiańskich pokuszeń:
Na rozkosz, co nas ze wszech stron osaczy;
Na ową rozkosz, co żądze pochłania,
Na żądze, wyższe niż rozkoszy moce,
Na okrucieństwa głuche, jak łyskania
Ognia, a ślepe jak noce!

Na zęby, które gryzły niedaremnie
Pocałunkami, co jak róże kwitną;
Na słodycz warg, wysysanych wzajemnie,
Aż zalśnią pianą, krwawą i błękitną:
Na puls, co drganiem swojem krew nam żarzy,
Na dłoń omdlałą — ściśniętą kurczowo:
Ja cię odpycham! Mów mi z twych ołtarzy
Nasza bolesna królowo!

Czy mię powitasz uśmiechem pogardy
Dla purpurowych płomieni krwi męskiej?
Lecz jam jest smutny, jam szczery, nie hardy,
Zobojętniały na radość i klęski —
I mniej dbający o trudy i chwałę,
Niż ci, co krucze stracili kędziory:
Choć młody, myśli mam tak osiwiałe,
Jak glob, rozpaczą lat chory!

Od bramy idę tu najzewnętrzniejszej,
Tu gdzie modlitwą — grzech! do tej świątyni:
Mów, jaki czyn tu jest najśmiertelniejszy,
Jaki czyn, mów mi, o tortur bogini!
............

Z angielskiego przełożył Ant. Lange.