Strona:A. Conan Doyle-Pies Baskerville’ów.djvu/021

Ta strona została uwierzytelniona.

Tak brzmi, synowie moi, opowieść o pierwszem ukazaniu się psa, który od owego czasu stał się okrutną plagą dla naszego rodu. Spisałem tę opowieść, bo wzmianki i domysły wzbudzają zawsze więcej trwogi niż rzeczy dokładnie wiadome.
Nie można zaprzeczyć, że kilku członków naszej rodziny zginęło śmiercią gwałtowną, nagłą i tajemniczą. Powinniśmy jednak ufać w nieskończoną dobroć Opatrzności, która rzadko kiedy karze niewinnych po za trzeciem lub czwartem pokoleniem, jak powiedziano w Piśmie Świętem.
Polecam was, synowie moi, opiece tej Opatrzności i radzę unikać, przez ostrożność, chodzenia w pobliżu owego wąwozu, w godzinach nocy, kiedy panuje moc złego ducha.
Spisał Hugon Baskerville dla synów swoich Rogera i Jana, zalecając wszakże, aby pod żadnym pozorem nie powtarzali opowieści powyższej siostrze swojej Elżbiecie.”

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Dr. Mortimer, ukończywszy czytanie, wsunął okulary na czoło i zwrócił spojrzenie na p. Sherlocka Holmesa. Ten ziewnął, cisnął resztkę papierosa w ogień i spytał lakonicznie:
— I cóż?
— Czy ta historja nie wydaje się panu zajmująca?
— Owszem; dla amatora bajek o żelaznym wilku.
Dr. Mortimer wyjął z kieszeni starannie złożony dziennik.