Strona:A. Kuprin - Miłość Sulamity.djvu/96

Ta strona została przepisana.

widzili, jako nieskończone źródło ogniste rozkosznych i okrutnych mąk.
Ciemne, złe, strasznie i czarowne wersje krążyły o królowej Astis w Jerozolimie. Rodzice pięknych chłopców i dziewcząt chowały swe dzieci przed jej spojrzeniem; imienia jej obawiano się wymawiać na łożu małżeńskiem, niby znaku uroku i oplugawienia. Ale niepokojąca, odurzająca ciekawość pociągała ku niej dusze i oddawała we władze jej ciała. Ci, którzy doznali chociażby raz tylko jej okrutnych, krwawych pieszczot, już nie mogli zapomnieć jej nigdy i stawali się na wieki jej nieszczęsnymi, wzgardzonymi niewolnikami. Zdolni, iżby ją tylko posiąść, do wszelkiej zbrodni, do wszelkiego grzechu i poniżenia, stawali się podobnymi do tych nieszczęsnych, którzy spróbowawszy raz tylko gorzkiego, makowego napoju z krainy Othyr, wywołującego słodkie marzenia, już nigdy nie porzucą go i tylko ten napój uznają, dopóki szał i wyczerpanie nie przerwą pasma ich życia.
Powoli kołysała się w rozpalonem powietrzu zasłona. W milczącem zachwyceniu widzieli kapłani swą okropną rozkazodawczynię. Ale ona jakgdyby zapomniała o ich