Strona:A. Lange - Zbrodnia.djvu/23

Ta strona została uwierzytelniona.


Zaczynałem się domyślać rzeczy.
— Więc to „brożenje“ doszło i do was...
— Doszło... O, spójrz! — zapaliła się nagle i, prawie przerażona, wyjęła z kieszonki list na grubym papierze.
Podała mi go.
— To Michał ten list dostał — bezimienny list — przeczytaj...
List, wyrysowany bardzo pierwotnem pismem i straszliwą ortografją, mieścił takie mniej więcej, mało obiecujące, słowa:
„Ty hyclu, draniu, złodzieju! Jeżeli nie przestaniesz gnębić poczciwych ludzi, to wiedz, ze dostaniesz kulą w łeb, bo wyrok śmierci na ciebie wydany, a najlepiej wynoś się stąd do djabla, i dajemy ci trzy miesiące czasu, żebyś się poprawił i swoich krzywd zaprzestał... Ten, co wiesz... Zemsta!“
Niżej jakaś quasi-pieczęć: jak podeirzywam, był to poprostu orzełek, odbity z trzykopiejkowej monety.
— I cóż ty na to? — pytała tak zatrwożona, jakby miała skarb utracić!
Taka jest siła nawyku i bierności kobiecej: zapomniała o wszystkich przykrościach, jakiemi życie jej zatruł mąż i myślała tylko o nieszczęściu, jakie miało go spotkać. Najczulsza