Strona:A. Lange - Zbrodnia.djvu/27

Ta strona została uwierzytelniona.


zorganizowaliśmy tu w Kaolinie straż ochotniczą ku samoobronie. Część z nas czuwa po domach — część na pole wychodzi i w różnych kierunkach pilnuje okolicy aż do świtu. Jest tu jeden niby strażnik rządowy, ale ten śpi w najlepsze całą noc i pół dnia. Będziemy więc czuwali po nocach na przemian. Z góry ci dziękuję.
Czuwać nad życiem i spokojem Julji — wydawało mi się szczęściem. Prawda, że jednocześnie broniłem życia jej męża, życząc w gruncie powodzenia anonimowi. Począłem żartować z tej historji.
— Ale — czy mi to wypada? W ten sposób bowiem mam bronić burżuazji, przeciw zakusom proletarjatu?
Kobiety nie rozumieją się na żartach. Julja przerażonem okiem spoglądała na mnie.
— Na miłość Boga! — zawołała. — Chcesz nas opuścić?
— On jeszcze sam gotów tu na nas zesłać pepeesów — półdrwiąco dodał Michał.
— Jakoś to będzie — odparłem dla uspokojenia obojga, a zwłaszcza Julji. — Zostanę — i będę was bronił do ostatniej kropli krwi! Tak mi, Panie Boże, dopomóż — to mówiąc, dwa palce podniosłem do góry.