Strona:A. Lange - Zbrodnia.djvu/32

Ta strona została uwierzytelniona.


najmniej niebezpiecznym punktem, i tam zazwyczaj stał na stanowisku „jeden z ludu“, jak to się mówi w afiszach operowych. Na innych drogach kroczyliśmy zawsze po dwuch, jak sierżanci paryscy.
Najlepiej lubiłem być w parze z Millerem albo Pawłem. Pierwszy miał niewyczerpany zasób humoru, znał setki anegdot, zabawnych wierszy, śpiewek burszowskich. Nadto posiadał dużo erudycji i zdrowego sensu. Jeździł przytem daleko poza granice Kaolina: wiedział zawsze, co słychać w Wiglach, w Czempinie, w Smogorznie, Iłowicach i Podobłoczu. Często też jeździł na stację i opowiadał o czynach bohaterskich naszego wachmistrza. Mianowicie zaś wachmistrz wyśledził organizację bandy sachalińskiej; stwierdził bez żadnej wątpliwości udział niektórych członków policji w tej sprawie — i zamierzał dowody w odpowiedniem miejscu przedstawić. Lada dzień oczekiwaliśmy publicznej rewelacji tego związku.
Paweł zdumiewał mię, jako tęgi łeb polityczny. On to pierwszy jasno mi wyłożył istotne przyczyny wojny japońskiej. Bo to było tak: cesarz japoński zaprosił do siebie na obiad wszystkich cesarzów i królów, a jak się te króle zjechały, to cesarz japoński się pyta: a gdzie