Strona:A. Lange - Zbrodnia.djvu/36

Ta strona została uwierzytelniona.


w sobie nic z powieściowej macochy; była to bardzo zacna i rozumna osoba. Zdaje się, że niezbyt kochała swego zięcia, co się zdarza teściowym, i że w tych listach niejedno może było przykre dla Michała. Julja uważała te listy jako świętą relikwię i nieraz je odczytywała, jakgdyby w nich czerpiąc siły do życia.
Raz — w początkach czwartego tygodnia mego pobytu w Kaolinie — Michał, przyszedłszy popołudniu do domu, na obiad, był w okropnym humorze. Obiad jeszcze nie był gotów, a zdarzyło się, że właśnie Julja po raz setny odczytywała listy swojej matki.
Nie byłem wówczas w domu, jak to już mówiłem, i dopiero pod wieczór dowiedziałem się o wszystkiem. Julja, pierwszy raz w życiu, głośno zawołała: „O ja nieszczęśliwa!“ — i pierwszy raz płakała rozdzierająco.
Michał zrobił wielki skandal z powodu, że obiad nie był jeszcze gotów i całą winę tego faktu przypisał listom naszej matki. Urągając jej pamięci, porwał kasetkę Julji — i wraz z listami rzucił ją w ogień do świeżo rozpalonego pieca...
— Dość tych głupich listów, gdzie co słowo, to jakaś plotka na mnie, albo intryga twojej szanownej mamusi. Na pamięć już umiesz