Strona:A. Lange - Zbrodnia.djvu/37

Ta strona została uwierzytelniona.


te brednie! Pilnować obiadu — oto twój obowiązek! Ale tobie ciągle jakieś fiu-fiu w głowie!
Można sobie wyobrazić, co się stało. Przerażona tą profanacją Julja, pierwszy raz w życiu zbuntowała się, wołając: „Jesteś podły!“ — ale nie miała sił powiedzieć więcej; padła zemdlona na podłogę.
Zaczęło się ratowanie i, trzeba to przyznać, Michał bardzo gorliwie nad tem pracował. Po niejakim czasie Julja wróciła do przytomności, ale wpadła w płacz spazmatyczny, jak ktoś, co bardzo drogi skarb utracił. Michał, zgnębiwszy biedną kobietę, zaczął się teraz nad nią litować, obiecał jej nawet kupić jakąś osobliwszą broszkę. Ale nic nie pomagało. Julja była niepocieszona.
Kiedym się o tem dowiedział, krew mi uderzyła do mózgu. Zatrząsłem się cały i chciałem powiedzieć Michałowi wszystko, co o nim myślę. Ale poco? Nie o słowa tu idzie — jeno o czyny...
Gdyby ten mściciel bezimienny — ten sędzia sprawiedliwy przyszedł nareszcie, to rzecz byłaby skończona. Zapewne, byłoby trochę płaczu; ale nastałaby cisza, i Julia zaznałaby w życiu choć trochę spokoju. Ale człowiek ten