Strona:A. Lange - Zbrodnia.djvu/45

Ta strona została uwierzytelniona.


trzymał, rozpłakał się jak bóbr i zaczął Millera całować po rękach.
— A nie będziesz się tu więcej czaił dla zabójstwa?
— Nie będę, żeby mię tak morówka!
— Dam mu jeszcze — dodał Miller — list do dyrektora w Czempinie. Dla mnie to zrobi i przyjmą go do fabryki.
Słowem, sprawa z listem bezimiennym zakończyła się szczęśliwie, zarówno dla Galasa, jak i dla Michała, który wykazał dziś w nocy dużo spokoju i umiarkowania.
Rzecz szczególna, którą dopiero później zrozumiałem; pod wpływem tej sceny, myśl zabójstwa nagle zamarła we mnie, zagasła i zatonęła w otchłani niebytu. Toż byłem gotów właśnie że stanąć w obronie Michała. Rozluźnił mi się zupełnie węzeł tych idej, które mi się zjednoczyły w pragnieniu śmierci Michała. Nie pojmowałem nawet, jak myśl taka mogła się we mnie urodzić.
Właśnie uderzyła na zegarze fabrycznym godzina trzecia po północy. Wkrótce wróciliśmy do domu.
Było mi nieskończenie smutno. Rozmyślałem o Julji. Niema sposobu. Położenie bez wyj-