Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/240

Ta strona została przepisana.

zamiar towarzyszyć im w dalszej drodze, wyjechał wprzód z Medyolanu i, przybywszy do Rzymu przez długi czas trzymał się od nich zdala i dopiero na usilne zapraszania Ankwicza, wybrał się na via Mercede, by panie po podróży powitać. Odtąd jednak w stosunku do Henryety, zachowywał się niemal chłodno i coraz rzadziej bywając, widocznie dążył do zupełnego zerwania. Natomiast czytywał wiele, tak, iż Dante, Lamennais, Winkelman, Niebuhur nie wychodzili z jego ręki.
Zwolna Rzym zaczął się nowymi przybyszami zapełniać. Oprócz ks. Wołkońskiej, zjawił się tu Stefan Garczyński, głównie dla Mickiewicza przybyły, wreszcie ks. Stanisław Chołoniewski i znany nam z Odessy hr. Henryk Rzewuski. Pierwszy z nich, późniejszy autor: Snu w Podhorcach i Dwu wieczorów u pani starościny Wolbromskiej, był kapłanem wielkiej pobożności i niepospolitej nauki i na poetę wywierał wpływ wielce dodatni; drugi opowiadał mu różne historye z czasów konfederacyi barskiej, które od swego dziada, kasztelana witebskiego, zasłyszał. Poeta zachwycony oryginalnością typów, udatną charakterystyką, takich postaci, jak ks. Radziwił «Panie Kochanku», jak pan Karol Ryś, Sawa i wielu innych, radził Rzewuskiemu, by te swoje wspomnienia spisał, zachowując im tę dosadność i barwność, jaką im w opowiadaniu nadawał. Rzewuski spełnił to życzenie poety, ogłaszając w r. 1838 w Paryżu: Pamiętniki Soplicy, które jak wiemy, sprawiły zupełny przewrot w romansie historycznym polskim, i na napisanie Pana Tadeusza wpłynęły.
W tym czasie też nastąpiła stanowcza zmiana pod względem religijnym w duszy poety. Przygotował grunt do niej w roku zeszłym ks. Parczewski, w obecnym Chołoniewski. Pod ich wpływem powstały wiersze: Rozum i wiara Rozmowa wieczorna, Arcy-Mistrz i Mędrcy. Wreszcie poeta, nie mówiąc nic nikomu, w d. 2 lutego 1831 r., a więc w dziesiątą rocznicę ślubu Maryli, udał się do oddalonego za murami miasta kościołka, odbył spowiedź i przystąpił do Stołu Pańskiego. Jakież jednak było jego zdumienie, gdy, zaszedłszy wprost do Ankwiczów, usłyszał z ust Henryety, że minionej nocy, dwa razy widziała go w białej długiej szacie, piastującego białego baranka! Wtem podnieceniu, w jakiem się obecnie znajdował, ów sen wydał mu się istotnie cudownem zdarzeniem i stał się przyszłego mistycyzmu zarodem. Miał on także ważną rolę odegrać w Jego późniejszym do Towiańskiego stosunku.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Mickiewicz pozostawał w Rzymie do 19 kwietnia 1831 r. Po otrzymaniu, wypożyczonych Garczyńskiemu pieniędzy, natychmiast zaczął się do wyjazdu gotować. W przeddzień udał się do Ankwiczów na pożegnanie, ofiarował Henryecie tomik poezyj Byrona i, wychodząc stąd z sercem rozdartem, temi słowy pożegnał ją na zawsze: «Niech cię Bóg chowa w swojej opiece!» Na drugi dzień był już w drodze do Paryża, następnie udał się w Poznańskie, skąd znowu po ośmiomiesięcznym pobycie, wyjechał w marcu 1832 r. do Drezna. Tu spotkał wielu ziomków, ale swe stosunki ograniczył do bardzo szczupłego grona. Należeli do niego: Klaudya z Działyńskich Potocka, Odyniec, Tomasz Olizarowski, Wincenty Pol, wreszcie Górecki i Domeyko. To wycofanie się z szerszych kół towarzyskich, wywarło wpływ wielce dodatni na twórczość poety. Czując na nowo pociąg do pracy, zajął się przekładem Giaura, który jeszcze w Wilnie rozpoczął, ale znów przerwał go na spowiedzi Kajlora, party wewnętrzną potrzebą wypowiedzenia idei, która domagała się przyobleczenia w ciało. Tak powstała Dziadów część III, nader luźnie z poprzedniemi związana. Występują w niej dwa pierwiastki uosobione w Konradzie i ks. Piotrze. Konrad, to wcielenie genialnej potęgi słowa, a oraz opętania przez pychę. W nim poeta odmalował sam siebie i różne stany swej duszy. Wiadomo, że od czasu wyjazdu z Wilna, utracił dawną młodzieńczą wiarę, a jednocześnie, upojony potęgą swej twórczości, wzniósł się na takie wyżyny, na których przy braku pokory, łatwo dać dostęp uczuciu pychy. Wpływy jednak rzymskie nawróciły go do uczuć religijnych, szczerych, głębokich — i oto, jak niegdyś za zamiar samobójstwa odbył w osobie Gustawa, w części IV pokutę, tak obecnie zamierzył dać zadośćuczynienie za uczucie pychy i przez pokorę podnieść się i oczyścić. Poemat rozpoczyna się prologiem, w którym z głową, opartą na oknie zasypia Gustaw, snem przerywanym dręczącemi widziadły. Bo nad jego głową wznosi się Anioł-Stróż, walcząc o jego duszę z szatanem. Tę walkę Gustaw odczuwa wewnętrznie, ale w przebudzeniach nie