Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/253

Ta strona została przepisana.

sto stamtąd przywieźć na miejsce zgromadzenia «Starsi wyszli na jego spotkanie (opowiada Odyniec) i mnie Czeczot kazał iść z sobą. Ujrzeliśmy wnet drążki pędzące cwałem i Malewski powiewał białą chustką w powietrzu na znak, że wiezie pożądanego gościa. Płaskowzgórze od strony miasta kończyło się stromą pochyłością, u stóp której szła droga, gdzie zatrzymały się drążki, i obaj przybywający wspinali się bez drogi prosto pod górę, gdzieśmy stali, czekając na nich. Mickiewicz machał czapką w powietrzu na znak powitania; ale choć już był blizko i chociaż wzrok wytężałem, twarzy jego z góry dojrzeć nie mogłem. Czeczot przyjął go pierwszy w objęcia i długo ściskali się nawzajem. Z kolei dawni znajomi witali go niemniej serdecznie. Ja, najmłodszy i nieznajomy, stałem na stronie i byłem ostatni, którego mu Czeczot przedstawił. Rzucił na mnie wzrok przenikliwy, ale wnet uśmiechnąwszy się łagodnie, zwrócił się do Czeczota i spytał: «Czy to jest Benjaminek-Telemak?» a gdy Czeczot, śmiejąc się, potwierdził, podał mi uprzejmie rękę i także z uśmiechem zapytał: «A Mentor czy zawsze tak gderze?» Nie odpowiedziałem ani słowa, tak byłem strasznie zmieszany i tak mię wzrok jego przeniknął».
Po wręczeniu daru Zanowi i po uczcie, pośród wesołej pogadanki, musiał «Telemak», na żądanie Jana Czeczota, deklamować Mickiewiczowi swoje szkolne elukubracye, których on słuchał z pobłażaniem, a zachęcał młodzieńca do uczenia się łaciny i do wczytywania się w Kochanowskiego i Trembeckiego. Przez cały swój kilkodniowy pobyt w Wilnie okazał mu tyle dobrotliwej uprzejmości, iż nie tylko jako poeta, ale i jako człowiek zniewolił go i przywiązał serdecznie, i już odtąd w marzeniach i myślach młodzieńca stał się prawdziwie człowiekiem przeznaczenia, jakim mu na całe życie pozostał.
Jakoż w tymże (1821) roku nawiązał się bliższy pomiędzy wieszczem a jego młodym wielbicielem stosunek. Powróciwszy po wakacjach do Wilna z Giejstun od rodziców, Odyniec dowiedział się z wielkiem uszczęśliwieniem, że Mickiewicz przyjechał do Wilna i ma tam na urlopie przez cały rok przebywać. Że zaś zamieszkał u Czeczota, więc Telemak, korzystając z łaskawości swego Mentora, starał się jaknajczęstszym bywać tam gościem, aż nareszcie przytulił się całkiem pod jego skrzydła, zamieszkawszy w celi przyległej do tej, którą Czeczot podówczas zajmował w nieistniejącym dziś klasztorze poseminaryjnym, obok katedralnej dzwonnicy.
Pobyt Odyńca w uniwersytecie wileńskim od roku 1820 do 1823 był okresem najświetniejszego rozwoju Szkoły Głównej wileńskiej, kiedy to właśnie gorliwość obywatelska najzdolniejszych profesorów zbiegła się z gorliwością studentów i ich zapałem do nauk w wysokim nastroju duchowym i z obyczajami bez skazy, co było głównie dziełem koleżeńskich i przyjacielskich stowarzyszeń pod przewodnictwem Zana i Czeczota. W nich to obu tkwił ten pierwiastek romantyczny, który pobudził Mickiewicza do szukania nie tylko prawdy w poezyi, ale i poezyi w prawdzie.
W epoce owej wychodziły w Wilnie, prócz «Kuryera Litewskiego» oraz kilku pism specyalnych, dwa literackie: «Dziennik» i «Tygodnik Wileński», oraz satyryczne a głośne i wpływowe swego czasu «Wiadomości brukowe», wydawane przez kółko literackie, które nazwało się «Towarzystwem Szubrawców», a do którego, pod prezydencyą Jędrzeja Śniadeckiego, należeli między wielu innymi profesor Leon Borowski, Ignacy Chodźko. Ignacy Szydłowski i Michał Baliński. Leonowi Borowskiemu, profesorowi literatury polskiej, poświęca autor «Wspomnień z przeszłości» długi ustęp, składając mu hołd wdzięczności osobistej za podnietę i zachętę do pracy, a podnosząc wielkie jego zasługi, jako żarliwego kierownika młodych talentów, którym i w wykładach z katedry, i w godzinach prywatnych w domu, z prawdziwem poświęceniem udzielał rad pożytecznych i krytycznych swoich poglądów. To też wszyscy uczniowie Borowskiego, jak: Mickiewicz, Ignacy i Aleksander Chodźkowie, Julian Korsak, Michał, Baliński i Mikołaj Malinowski, Odyniec i Hołowiński przypisywali mu tę ścisłość i jasność stylu jaką się cała Szkoła Wileńska, zarówno w prozie, jak mowie wiązanej, odznaczała.
Szerokim rozgłosem cieszyli się w owej dobie, jako rymotwórcy, dawniejsi wychowańcy Uniwersytetu Wileńskiego: współpracownik «Wiadomości Brukowych» i zdolny redaktor «Tygodnika Wileńskiego», gimnazyalny profesor literatury polskiej Ignacy Szydłowski i pełen gorącego entuzyazmu doktor Rosołowski. Jeszcze większą od tych obu miał wziętość Antoni Gorecki, który, lubo nie mieszkał w Wilnie i więcej swych poe-