Strona:Aleksander Dumas-Trzej muszkieterowie-tom 2.djvu/272

Ta strona została uwierzytelniona.

trze skazuje mnie on na wygnanie, na deportację... pojutrze strąca mnie pomiędzy zbrodniarki. O!... spisek dobrze uknuty, podstęp zręczny, zabije cześć moją na zawsze!... Widzisz sam, iż winnam umrzeć... Feltonie!... Feltonie!... daj mi ten nóż!...
Przy tych słowach, jak gdyby siły traciła, milady pochyliła się słaba i omdlewająca w ramiona młodego oficera, który, pijany miłością, oburzeniem i żądzą nieznaną, objął ją, przycisnął do serca, drżąc pod oddechem usteczek cudownych, pod dotknięciem łona drgającego.
— Nie, nie — mówił — ty będziesz żyła, otoczona szacunkiem, czysta; żyć będziesz, aby upokorzyć wrogów.
Milady odpychała go niby rączką, lecz wzrokiem wabiła; Felton nie potrzebował już zachęty, trzymał ją w objęciach i błagał jak bóstwo.
— O!... śmierci... śmierci!... — wołała słabym głosem i, przymykając oczy — śmierć przenoszę nad hańbę; Feltonie, bracie, przyjacielu, zaklinam cię!...
— Nie — zawołał Felton — nie, ty będziesz żyła i będziesz pomszczona!
— Feltonie, ja sprowadzam nieszczęście na tych, co mnie otaczają! opuść mnie, Feltonie, pozwól mi umrzeć!
— Umrzemy więc razem! — zawołał, przyciskając usta do ust uwięzionej.
Dało się słyszeć pukanie do drzwi; tym razem milady naprawdę go odepchnęła.
— Czy słyszysz?... — rzekła — ktoś nadchodzi, podsłuchano nas!... już po wszystkiem, jesteśmy zgubieni!
— Nie — rzekł Felton — to straż tylko daje mi znać, że patrol nadchodzi.
— Biegnij zatem i sam otwórz...
Felton usłuchał; zaprzedał już tej kobiecie ciało i duszę.
W drzwiach ukazał się sierżant, dowodzący patrolem.
— Co się stało? — zapytał porucznik.
— Kazałeś mi pan otworzyć na wypadek, gdybym słyszał wołanie o pomoc — odezwał się żołnierz — a zapomniałeś pan klucz mi zostawić, słyszałem krzyki niezrozumiałe, chciałam drzwi roztworzyć, lecz były zwewnątrz zamknięte; zatem przywołałem sierżanta.
— Ja się też stawiłem natychmiast — dodał sierżant.
Felton, bezprzytomny, obłąkany prawie, stał, nie mo-