Strona:Aleksander Fredro - Piczomira, królowa Branlomanii.djvu/41

Ta strona została uwierzytelniona.
SCENA PIĄTA.
PICZOMIRA, KLITORYS, TWARDOSTAJ, WODZOWIE w głębi.

PICZOMIRA: Ty zaś Twardostaju
I mężny Klitorysie mówcie, co wypada
Czynić w dzisiejszym boju, jaka wasza rada?
Zaczepić, czyli czekać nieprzyjaciół mamy?
TWARDOSTAJ: Ach, wielka Piczomiro, każ otworzyć bramy
Wnet pójdą Branlomany znaną drogą sławy
I ledwie ich spostrzegą, już zginą Chujawy.
KLITORYS: Męstwo wodza nie hańbi, szanuję go w tobie,
Jednak me zdanie w innym dziś walczyć sposobie,
Gdy ja bój przewiduję zawzięty i krwawy;
Brandalezyusz jest śmiały a mężne Chujawy.
W polu nas oczekuje niepewne zwycięstwo,
Gdy w murach mamy przemoc oraz bezpieczeństwo.
TWARDOSTAJ: Lecz naszych nieprzyjaciół nie zniszczym odporem;
I tylko wojnę zwleczem nieznaczącym sporem.
KLITORYS: Pocóżem sypał szańce, lunety i wały,
Jeśli z nich twojem zdaniem użytek jest mały!



SCENA SZÓSTA.
CI SAMI i SPRĘŻYKUS.

SPRĘŻYKUS: Chujawy, których ciężko nawet zmierzyć okiem:
Szybkim zewsząd pod mury postępują krokiem.
PICZOMIRA: Nie traćmy teraz czasu w tak naglącym stanie.
Niech będzie wykonane Klitorysa zdanie.

(Do Srakotłuki):

Ty zawołaj Szpiczaka niech się ze mną pieści
I cokolwiek uśmierza mej duszy boleści. (Odchodzą).



SCENA SIÓDMA.
KLITORYS, TWARDOSTAJ, SPRĘŻYKUS I WODZOWIE.

TWARDOSTAJ: Chociaż twoje przyjęte od królowej zdanie,
Dla kraju bez zazdrości słucham cię dziś, panie.
KLITORYS: Idź mężny Twardostaju i prawy brzeg rzeki
Jako na Dupnej Górze ów wiatrak daleki
Umocnij godniejszym, co zaś do obrony
Próżno dałbym przepisy; wódz tak doświadczony