Strona:Aleksander Kuprin - Wiera.djvu/141

Ta strona została uwierzytelniona.



V.

Dostałem ja się z kolei w zawodzie strzelca do Krymu. Krym, uważa szanowny pan, jak cały Wschód wogóle, to istne gniazdo włóczęgów i aferzystów, a kto tam już raz był, tego pociągnie tam zawsze. Ciepło, morze, góry, pięknie, pieniądze się walają do koła. Dlatego też tam aż się roi od nierobów. Osiedliłem się tam i ja. Z jednej strony związałem się z jedną babą, a do tego puszczała mi się krew ustami, więc trzeba było osiedlić się w cieplejszym klimacie. Zapuściłem tedy korzenie na Krymie.
Z początku mi się wiodło, ale wkrótce się urwało. Nastała zima, mroźna, a ja bardzo osłabłem; nocą poty, dniem febra, zacząłem kaszleć, po prostu z nóg leciałem. Bieda! Najważniejsze, że sezon się kończył, złote barany wyjechały do Moskwy, do Petersburga, zostali tylko chorzy golcy. A miejscowym mieszkańcom rdzennym osoba moja naprzykrzyła się do ckliwości. Spotykali sucho: „Przepraszam, pan znowu? Już po raz czwarty? Wy-