Strona:Aleksander Szczęsny - Pieśń białego domu.djvu/52

Ta strona została przepisana.


noc. Drzewa w ogrodzie trzeszczą pod ciężarem śniegu, wiatr okręca się na rogach domu, zatrzymuje się jakby zdziwiony, a potem pędzi wzdłuż ścian, w głąb podwórza i tam w każdej szczelinie, w każdym zakątku jęczy żałośnie. Suchy śnieg zrzadka bije w szyby, tumanem zsuwa się z dachu i przepada w ciemności.
W taką noc ludzie, siedzący w ciepłych pokojach, najwięcej myślą. Myśli ich są poważne, często smutne, patrzą nieruchomo na płomień lampy, albo ogień w piecu i to wszystko, co ich kiedy spotkało, jak żywe, staje w pamięci. Zima każe myśleć o tem, co było, opowiada o tej gromadzie dni, jakie przeleciały nad głową i zapytuje człowieka, czy je dobrze przyjął u siebie.
Dziewczynka, choć już dorosła, jest jeszcze za młodą, aby zrozumieć, co zima mówi. Ale matka a potem zima za oknem przypomniały jej chłopca i tego nie może zapomnieć. Zresztą w ręce trzyma starą książkę pełną bajek. Tę książkę pokazywała mu kiedyś, a potem nieraz o nim myślała, trzymając ją w ręce. Ona też przypomina.
Teraz oto matka znów się budzi i prosi, żeby jej zagrano, tak jak gra chłopiec za oknem. Matka prosi tak, jak to się dzieje w gorączce, uporczywie, cicho prosi, a dziewczynka przecie nie potrafi tak zagrać. Nowy fortepian stoi w sąsiednim pokoju, ona się tyle lat uczyła, a tak zagrać nie potrafi. I pierwszy raz od wielu lat, dziewczynka uspakajając chorę czując swoją bezsiłę — płacze. Płacze, że zapomniała o muzyce chłopca, że nie była dość wytrwałą, aby ją zrozumieć. Dziewczynko, dziewczynko — mówi książka — przeczytaj stare bajki, one cię uspokoją. Ale z książki sypie się ziarnko po ziarnku ziemia ogrodu; wkładała ją kiedyś sama między karty, gdy przestawała czytać, myśląc o chłopcu. Ziemia ta patrzy na nią jakby jego oczami i mówi: „nie pamiętałaś o mnie, nie uwierzyłaś mi, a ja zostałem taki sam, jakim byłem wtedy“.
Matka wreszcie zasypia. Dziewczynka siada wygodnie