Strona:Alessandro Manzoni - Narzeczeni 01.djvu/184

Ta strona została przepisana.

— Nie twoja w tém wina, że się nie udała ta nasza wyprawa — rzekł don Rodrigo — nic ci zarzucić nie mogę, uczyniłeś wszystko, co zależało od ciebie; ale... czyż pod moim dachem miałby się jakiś szpieg ukrywać? O, jeżeli tak jest, jeżeli go odkryję, a skoro jest, odkryję go niezawodnie, biada mu, biadał Grizo, ten łotr mnie popamięta, ja ci to powiadam.
— I mnie również, jaśnie wielmożny panie — rzekł Grizo — przychodziło już na myśl takie podejrzenie: i gdyby-to miało być prawdą, gdybyśmy odkryli takiego nędznika, to już niech jaśnie wielmożny pan raczy oddać go w moje ręce. Bo naprawrdę, gdyby ktoś miał się przyczynić do tego, abym spędził noc taką, jak dzisiejsza, o, do mnie należałoby zapłacić mu za ten żarcik! Jednak wiele rzeczy naprowadza mię na myśl, że w całéj téj sprawie musi być jeszcze jakaś inna intryga, któréj teraz zrozumieć niepodobna. Ale jutro, jutro, jaśnie wielmożny panie, już ja to wszystko wyjaśnić potrafię.
— Czy was nie poznano przynajmniéj? — Grizo odpowiedział, iż prawdopodobnie nie poznano; i rozmowa zakończyła się na tém, że don Rodrigo powiedział mu, aby następnego poranka zabrał się do wykonania trzech rzeczy, o których poczciwiec już i bez pańskiego rozkazu pomyślał. Miał posłać dwu ludzi do wójta z wiadomém nam ostrzeżeniem, dwu innych do chaty na polu, aby krążąc koło niéj, nie pozwalali nikomu do niéj się zbliżyć i strzegli przed oczami ciekawych owę lektykę, która się w niéj znajdowała i która dopiéro nocy następnéj miała być napowrót przyniesioną do zamku, gdyż, jak na teraz, byłoby rzeczą niezbyt bezpieczną przedsiębrać jakiekolwiek nowe wyprawy, mogące wzbudzić podejrzenia, sam zaś Grizo i kilku innych najbardziéj sprytnych i roztropnych brawów mieli się udać do wioski, aby zmieszawszy się z ludem powziąć jakąś wiadomość o niepojętych wypadkach téj dziwnéj nocy. Po wydaniu rozkazów don Rodrigo udał się na spoczynek, zalecając Grizowi, aby toż samo uczynił i na pożegnanie obsypując go pochwałami, mającemi wynagrodzić ów potok obelżywych wyrazów, któremi wiernego sługę przywitał.
— Idź już spać, mój biedny Grizo, musisz być bardzo znużony. Biedny Grizo! To nie żarty spędzić dzień cały, całą noc prawie na tak ciężkiéj pracy, nie licząc w to niebezpieczeństwa, na któreś był narażony, wpadnięcia w ręce chłopów, lub zarobienia sobie na pchnięcie sztyletem za rapto di donna honesta i zwiększenia w ten sposób ilości szramów, które już nosisz na ciele! A po tém wszystkiém jeszcze pan cię tak mile przywitał! Ale widzisz, bo to na świecie ludzie często w taki się sposób wywdzięczają tym, którzy im wiernie służą. Mogłeś się jednak przekonać, choćby z tego