Strona:Alessandro Manzoni - Narzeczeni 01.djvu/300

Ta strona została przepisana.

mnich na niego się uwziął, on sam zaczął mu dokuczać na różne sposoby i...
— A cóż, u licha, może miéć ten mnich do mego siostrzana?
— Przedewszystkiém jest-to człowiek niespokojnego ducha i, jak-to wszystkim wiadomo, nienawidzi szlachty. Teraz zaczął się opiekować, zaczął nawracać, czy téż kierować, słowem zajął się niezmiernie pewną wieśniaczką z okolic Lecco, i żywi dla téj dziewczyny tak wielką miłość... miłość bliźniego, ma się rozumiéć, ale to tak podejrzliwą, powiadam stryjowi, tak zazdrosną, tak dziwną...
— Rozumiem już, o co chodzi rzekł stryj hrabia, i po jego twarzy, na któréj matka przyroda wyryła piętno wielkiéj głupoty, piętno, wprawdzie nieco złagodzone długoletniemi staraniami, ale zawsze jeszcze tworzące jakby tło do każdego innego wyrazu; po téj twarzy przeleciał teraz jakiś błysk złośliwości, jakiś chytry uśmiech, który ślicznie na niéj wyglądał.
— Otóż, od pewnego, czasu — mówił daléj Attilio — ten mnich wyobraził sobie, że Rodrigo ma niby jakieś zamiary względem téj...
— Wyobraził sobie, wyobraził sobie, o! i ja znam go przecież trochę tego twego Rodriga, a taki adwokat, jak waćpan, nie potrafi mię przekonać, że nic nie zawinił. Niewiniątko!
— Szanowny stryju dobrodzieju, mogło się wprawdzie zdarzyć, iż Rodrigo, spotkawszy na drodze tę dziewczynę, chciał trochę z nią pożartować, jakieś jéj tam czułe słówko powiedziéć, boć-to przecie chłopak młody, no, i oczywiście nie kapucyn, ale to są wszystko takie dzieciństwa, że nie warto nawet mówić o nich szanownemu stryjowi dobrodziejowi. Otóż ten mnich, proszę sobie wyobrazić, ten mnich zaczyna gadać o Rodrigu, jak o łotrze ostatnim i całą okolicę przeciw niemu podburza!
— No, a inni zakonnicy?
Inni do tego się nie wtrącają, znają już dobrze owego kapucyna, wiedzą, że to zapalona głowa, przytém cały klasztor poważa i ceni wysoce Rodriga, ale trzeba i o tém pamiętać, że ów kapucyn ma wielką wziętość u ludu, bo to, widzi stryj dobrodziéj, umie w potrzebie świętego udawać, więc...
— Zapewne nie wie o tém, że Rodrigo jest moim siostrzaném.
— Nie wie! Przeciwnie, wie doskonale, i właśnie z tego powodu wyprawia te wszystkie brewerye.
— Co, co?
— Bo, sam przecie powiada, że dlatego chce się dać we znaki Rodrigowi, że Rodrigo ma tak potężnego opiekuna, jak szanowny stryj dobrodziéj, a, że on kpi sobie i z Rady i z jaśnie wielmożnych