Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/198

Ta strona została przepisana.

wilga gwiżdżąca i śpiewająca w swej zbyt ciasnej klatce, którą miano ciągle zastąpić większą i w której zginała grzbiet, jak ów kardynał stary, w żelaznem więzieniu; tak, nawet La Balue mały kącik w jego sercu zajęła i z bólem ją ztamtąd wydrze.
Jednakże zbliżało się to nieuniknione rozstanie i przepyszny czerwiec, miesiąc przyodziewający naturę w szatę świąteczną, prawdopodobnie będzie ostatnim, jaki razem spędzą. Czy to ją czyni tak nerwową i drażliwą, czy też edukacya Józia, do której się wzięła z tak nagłą gorliwością, ku wielkiemu utrapieniu małego morwandczyka, który godzinami siedział przy abecadle, nie widząc i nie wymawiając liter, z głową zapartą drągiem, jak wrota podwórza folwarcznego. Charakter tej kobiety stawał się codzień gwałtowniejszy; łzy i sceny ciągle się ponawiały, jakkolwiek Gaussin uzbrajał się w wyrozumiałość. Tak była obelżywą, jej złość tchnęła taką zawiścią i żalem z powodu młodości kochanka, jego edukacyi, rodziny i przepaści, jaką życie powiększy pomiędzy ich losami, tak potrafiła dotknąć go w stronę najczulszą, że i on nakoniec unosił się i odpowiadał.