Strona:Anafielas T. 1.djvu/180

Ta strona została uwierzytelniona.
156

Ognie wojenne po górach zapalił,
Gdy w wszystkich wioskach zapłonęły stosy
I młodzież nasza z oszczepy wybiegła,
I jam iść musiał ze swojego sioła.
Wszystkich nas razem w bratni kraj wysłano
Burzyć i palić, nim się wróg pozbiera.
I myśmy z łupem i jeńcy wrócili,
Nim oni ognie wojenne zażegli;
A siół spalonych dymiące się zgliszcza
Za stosy wojny już im posłużyły.

Jam z częścią łupu do domu powrócił.
Było to mego przyborem wesela.
Ojciec oznajmił rodzicóm Baniuty,
Że w przyszły tydzień córkę im porwiemy
I dwie sztuk bydła za posag zapłacim.

Nadszedł dzień. Stryja syn, mój Keleweże[1],
Dwa dziarskie konie do wozu założył
I z przyjaciółmi po dziéwkę pojechał.
Wzięli Baniutę na jéj chaty progu
I wieźli do nas. Na naszéj granicy
Ja sam, porwawszy żagiew zapaloną,
A w drugą rękę kubek z piwem białém,
Biegłem ich spotkać. Trzykroć wóz obiegłem
I trzykroć piosnkę zwyczajną śpiewałem:



  1. Woźnica weselny.