Strona:Anafielas T. 2.djvu/220

Ta strona została uwierzytelniona.
220

A gdy do dzieci zbliży się Litwinów,
Matki na ręku tuląc je unoszą —
Starcy Kapłana nie chcą słuchać głosu,
I milcząc nikną w ciemnych Numach swoich.
Przyjdzie dzień Pański, próżno dzwon zwołuje,
Milczy gród, milczą okoliczne sioła,
A lud się w puszcze i pola rozbiega.
I Christjan płacze nad ślepotą ludu,
Modli do Boga, błaga z niebiós cudu. —
Lecz czas nie przyszedł — Bóg modlitwóm głuchy.
I dziś dzwon jęczy dwa razy, trzy razy,
Christjan spogląda, — nikogo na drodze.
Na mieście rozruch i wesołe krzyki,
A przed kaplicą Kapłan, chłopiąt dwoje,
Kilku Bojarów i kilku Krzyżaków.

Mindows przez okno wygląda zamkowe,
Patrzy on drogą; brew, co oko kryła,
Wzniosła się w górę, wzniosła, rozmarszczyła.
Gdy na Biskupa spoziéra zwysoka,
Jak śmiéch szyderski przez usta przelała,
I jakby radość w twarzy się maluje.
Christjan podchodzi bliżéj, skłonił głowę,
Łzawemi oczy spogląda na drogę,
W pustą kaplicę; — i u Króla wzrokiem
Odstępstwa przyczyn zda się wypytywać.
Kunigas milcząc odrzekł mu spójrzeniem,
Wzruszył ramiony, i gdzieindziéj głowę