Strona:Anafielas T. 2.djvu/52

Ta strona została uwierzytelniona.
52

Jechali znowu, cały dzień bez drogi,
Na zachód zawsze, lasy i polami,
Przepłyli rzeki, darli się puszczami,
Brzegami jeziór śpiących kłusowali.
A gdzie na drodze Kiemy spotykali,
Wychodził starszy z chichem przeciw panu
I bił mu czołem. Od sioła do sioła
Wiódł ich przewodnik nieznancmi szlaki,
Na rzekach brody wytykał mielizną,
Brzegiem trzęsawisk twardą znaczył drogę.
Dzień i noc jechał Mindows niecierpliwy,
Ani dał zasnąć ludzióm, spocząć konióm,
I nim siódmy raz czyste słońce wstało,
W dwóch rzek zakrętach ujrzeli Romnowe,
Dokoła wodą, jak gród, opasane.
Święte się miejsce murami czerniło,
I starych dębów liśćmi zieleniło,
Nad których wierzchy dym gęsty się wznosił,
Płynący strugą niebieską do góry,
Pod nogi wielkim trzem Bogóm litewskim.

Ujrzał dąb święty Kunigas, zsiadł z konia,
I z ludźmi ziemię pokornie całował,
A Bogóm wylał ofiarę dziękczynną
Za szczęsną podróż. Potém krętą drogą
Jechali w lewo po nad rzeki brzegiem,
Aż u bram grodu nad wałem stanęli.
Tu już lud wielki czekał Kunigasa,