Strona:Anna Zahorska - Trucizny.djvu/57

Ta strona została przepisana.

zdaje sobie zupełnie sprawy z rzeczywistego układu stosunków. Chce absolutu dobra w polityce. I że też są jeszcze takie zwarjowane typy! Na nic dla nas lekcje historji. Wszyscy dokoła będą robili interesy, a my przyobleczemy się w togę wzniosłości i będziemy dla innych wyciągali kasztany z ognia. Człowiek przekreślony. Romantyk.
Wasilewicz spoglądał z żywą sympatją na przekreślonego człowieka. Zaakaparował go w tej chwili pulchny i przyjemny sekretarz wielkiego dziennika przeciwnej partji, mający w nim takież mocne stanowisko, jak i w sercu redaktorowej. Był to różowy gentelman, dostatecznie nadziany jadłem i napojem, wyroczny, jak Pytja, wszechwiedzący, jak księga informacyjna, uprzejmy dla wszystkich z wyjątkiem zaczynających literatów.
— Ten dureń gotów pójść do nich, — spojrzał na nich Gąbaniewski zjadliwie i machnął ręką: — Mała szkoda, krótki żal.
Rozmawiając jednak z Wasilewiczem, mimowoli na nich spozierał i tłumiona złość widocznie w nim nurtowała.
Nadbiegł śpiesznie aż nieco zadyszany poseł Smarczek. Wasilewicz poczuł znowu odruch antypatji, tembardziej, że Smarczek po drodze wymienił uścisk dłoni z Szyrwitzem. Ale doktryneryzmem próbował opanować to wrażenie.
Ruch dopiero się zaczyna, inteligencja dopiero się formuje — skąd u nich orły i wzniosłe apostoły? Im mniej typów dodatnich, tem prędzej trzeba jąć się pracy.
Smarczek przywitał się niezręcznem podaniem dłoni, po którem zawsze można poznać człowieka, co wyrósł bez form towarzyskich.