Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Od szczytu do otchłani.djvu/132

Ta strona została uwierzytelniona.

Taka to fala wielkiej, krwawej powodzi waliła za mną, gdym powracał do Mandżurji.


ROZDZIAŁ DRUGI.
BUDZĄCY SIĘ WULKAN.

W Charbinie zastałem już wielki ruch. Ludność organizowała się w różne związki. Najpotężniejszym liczebnie i pod względem jakościowym był związek kolejowy, obejmujący inżynierów, urzędników i robotników. Lecz wkrótce dowiedziałem się, że przybyli z Rosji europejskiej agenci policji politycznej utworzyli „Związek narodu rosyjskiego“. Na czele tego związku stali: rotmistrz Jerofiejew, jeden z miejscowych kupców i kilku popów. Do nich potajemnie przyłączyło się kilku inżynierów i urzędników kolejowych.
Przez miesiąc żadnych wystąpień rewolucyjnych nie było. Życie płynęło spokojnie. W związkach cała działalność była skoncentrowana na uświadamianiu członków w kwestjach społecznych i politycznych i na wykładach prawa konstytucyjnego i państwowego.
Na teatrze wojny zaszły też wielkie zmiany. Wojna była skończona. Armja pozostawała jeszcze pod dowództwem generała Liniewicza na pozycjach Sypingaju i oczekiwała na ewakuację. Jedyna kolej była bardzo zniszczona forsownem przewożeniem wojsk i materjałów wojennych, nie miała dostatecznej ilości wozów i, oprócz tego, za Uralem ciągle wybuchały strajki kolejowe, tamując ruch pociągów. Wojska więc, ewakuowane z Mandżurji, byłyby zmuszone zatrzymywać się w pociągach na stacjach kolei syberyjskiej, gdzie nie znalazłyby dostatecznego dla siebie pożywienia, co wywołałoby niezawodnie bunty, grabież mieszkańców i zamieszki.