Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/101

Ta strona została uwierzytelniona.

gdy nagle nieznajomy człowiek wybiegł z krzaków, pozabijał napastników i ocalił mnie. Był to Ras ben Hoggar, mąż twój, który krył się wtedy w górach przed pościgiem spahisów kaida...
— O, Allah Akbar, Allah Reszid! — zawołała Aziza, chwytając gościa za rękę. — Jakie szczęście, że Ras uratował dobrego sidi!
— Wtedy wyleliśmy wodę na nasze noże i staliśmy się przyjaciółmi na śmierć i życie — ciągnął dalej Arab, nieznacznie obejmując Aziza i tuląc ją do swej piersi. Wtedy Ras opowiedział mi o wszystkiem, a najwięcej mówił o tęsknocie za tobą. Wziąłem go ze sobą, niby niewolnika, do Konstantyny, gdzie go zostawiłem, ponieważ sam jechać tu nie może. Gdym odjeżdżał, by ujrzeć ciebie, Ras kazał mi powiedzieć te słowa: „Czar Aziza, żono Rasa ben Hoggar, polegaj na przyjacielu moim Saffar el Snussi we wszystkiem i spełnij wszystkie rady jego, ponieważ on musi przywieźć ciebie do mnie na nowe, szczęśliwe życie. Spełniaj wszystko, zawsze i wszędzie, zgadzaj się na wszystko, bo taka jest wola moja, Rasa ben Hoggar, męża twego, który czeka na ciebie i tęskni za tobą, jak usychająca palma tęskni za wodą źródlaną. Rozumiesz?
— Rozumiem, sidi! — odparła uszczęśliwiona Aziza. — Spełnię wszystko, co każesz, bo taka jest wola męża mego, jego zaś wola podług „świętej księgi“ jest wolą Allaha!
— Dobrze! — rzekł Arab. — Mądra jesteś i sprawiedliwa, za co czeka cię nagroda Allaha i miłość Rasa, już prędko, już prędko... A teraz słuchaj! Jutro pójdziemy do kadi. Ja będę udawał, że jestem handlarzem niewolników i że namówiłem ciebie, abyś się sprzedała za niewolnicę. To jest konieczne, gdyż inaczej ktoś mógłby donieść, że, jako wolna, wyjeżdżasz na poszukiwanie męża, i przyłapanoby