Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/108

Ta strona została uwierzytelniona.

Nazajutrz rano marabut wezwał do siebie Rasa.
— Młodzieńcze! — rzekł. — Twój właściciel Soff-zaklinacz polecił mi ciebie, jako człowieka roztropnego i wiernego.
— Postaram się, sidi, być takim dla ciebie — odparł góral, całując marabuta w rękaw burnusa.
— To — dobrze! — zawołał Szorf. — Chcę więc z tobą pomówić.
— Słucham, sidi! — odparł Ras.
— Czy wiesz cośkolwiek o szczepie Szleu, z którego pochodzisz? — zapytał marabut.
— Wiem, że Szleu od wieków mieszkali w naszych górach i byli wojownikami... — odpowiedział góral.
— Od wieków! — uśmiechnął się pogardliwie Szorf ben Ihudi. — To niczego nie oznacza, bo najważniejsze było przed owemi „wiekami“, gdy wasi Szleu jeszcze nigdy nie słyszeli o górach Atlasu.
— O tem nic nie wiem! — odpowiedział Ras. — Najsędziwsi nawet starcy o tem nie opowiadają.
— Tedy słuchaj, młodzieńcze, bo to potrzebne dla ciebie teraz! — zawołał marabut. — Szleu byli niegdyś licznym i walecznym narodem. Pochodzili od przybyszów — Kartagińczyków i wyznawali ich wiarę, ofiary żywe składając ich bogom. Kartagińczycy znikli, a państwo Szleu pozostało i było tam, gdzie teraz na północy panują Hiszpanie. Państwo to obejmowało cały Riff i dochodziło aż do Rabatu. Trwało tak do czasu, aż przypłynęli na dużych żaglowych łodziach biali ludzie, zakuci w żelazo i wyparli Szleu, zdobywszy wszystkie ich miasta nadbrzeżne i zabiwszy ich króla. Mieszkańcy tego państwa zaczęli uciekać na południe, unosząc ze sobą swoje skarby. Przybysze ścigali ich. Wtedy co najbogatsi zaczęli zakopywać swoje skarby w wąwozach górskich grzbietów Riff i w le-