Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/150

Ta strona została uwierzytelniona.

Istniało też jeszcze jedno miejsce, dokąd nieraz zaglądał Saffar el Snussi. Były to wsie i kasby, rozrzucone w Wysokim Atlasie. Dlaczego przyjeżdżał tu handlarz niewolnicami?
Saffar znał obyczaje i życie górskich szczepów. Wiedział przebiegły i przedsiębiorczy handlarz, że górale Szleu i Suss są ludźmi niespokojnymi, nie mogącymi pogodzić się z nowemi warunkami życia, z koniecznością porzucenia dawnego zawodu wojowników, myśliwych i bandytów, a przejścia na rolę. Górale ciągle pozostawali w ruchu. Jedni błąkali się po górach, ścigając muflony, jelenie i pantery, drudzy szli do miast, gdzie podziwiano ich jako akrobatów, tancerzy i zaklinaczy wężów; inni znowu wyjeżdżali na dalekie zarobki — do Algerji, Tunisji, Francji, a nawet do Ameryki, wszędzie marząc o swoich górach, dokąd powracali czasem tylko po to, aby złożyć swe kości w ziemi ojców. Tem się właściwie tłómaczy, dlaczego po wsiach Szleu i Suss rzadko można spotkać młodych mężczyzn. Na długie lata nieraz pozostają w bled i kasbach same kobiety — stare i młode, a często, bardzo często — urocze, ponętne i silne.
Śród tych porozrzucanych, niemających żadnej opieki i obrony kobiet, Saffar czuł się wyśmienicie, działając różnemi sposobami: uwodząc łaskawemi, gładkiemi słówkami, piękną twarzą, pałającemi oczami, obietnicami lub w najordynarniejszy sposób skłaniając je pieniędzmi do opuszczenia domu i wyjazdu z nim na wesołe, huczne życie bez troski i utrapień codziennych.
Saffar odwiedzał właśnie w poszukiwaniu „nadzwyczajnego“ towaru Tarudant, został zaproszony do wielkiego kaida i od niego dowiedział się o „orlicy“, jak stary Glaui nazywał żonę Rasa ben Haggar. Powracając z karawaną, wiozącą kilka bar-