Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/161

Ta strona została uwierzytelniona.

potu? Czyi nie lepiej postąpić tak, jak uczyniłeś w zeszłym roku z małą Azaghar z Rudani lub z tą figlarną Delimi z Tiznit?
— Muł nie może zrozumieć piękna i mądrości bajek „Z tysiąca i jednej nocy!” — zawołał z oburzeniem Saffar el Snussi. — Nie możesz pojąć tego, Harazemie, więc idź i działaj teraz!
— Słucham, sidi! odparł niewolnik. — Idę do namiotu twojej hurysy i będę jej śpiewał o tobie, jak muezzin z minaretu.
Aziza była już przybrana i wystrojona, gdy usłyszała cichy szept przy swoim wielbłądzie. — Ucieszona, że ujrzy Saffara, a on z zachwytem będzie patrzał na nią — piękną i bogato ubraną, odrzuciła połę namiotu, lecz natychmiast cofnęła się wtył.
Jakiś nieznajony człowiek, stojący przy wielbłądzie, zaczął mówić:
— Sidi Saffar el Snussi posłał mnie do ciebie, gwiazdo Allaha, abym zapytał cię, czy nie potrzebujesz czego? Jestem Rutem ed Khar, właściciel karawany...
— Dziękuję, — niczego nie potrzebuję! — odparła Aziza surowym, pogardliwym głosem.
— Zaniosę świętobliwemu Sidi el Snussi odpowiedź twoją, Lalla! — rzekł Harazem.
— Dlaczego nazywasz go świętobliwym? — zapytała ździwiona Aziza
— Jakto? nie wiesz? — zawołał. — Nazywam sidi Saffar el Snussi „świętobliwym”, ponieważ jest on najbardziej poważanym w Algerji marabutem. Nazwałbym go nawet świętym, bo życie jego jest, jako woda źródlana, serce — wielkie ognisko, ogrzewające bliźnich, dusza — studnia mądrości, lecz samotny jest, niezrozumiany, zawsze pełen tęsknoty i zatopiony w swoich niewesołych myślach. Szla-