Strona:Antoni Ferdynand Ossendowski - Orlica.djvu/95

Ta strona została uwierzytelniona.

W kasbie w owym czasie zdarzył się wypa dek, który głęboko wstrząsnął duszą Aziza.
Stary kadi wydawał najmłodszą córkę zamąż do Tarudantu. Na przedślubne uczty i obrządki były zaproszone żony najbogatszych Szleu. Kadi długo się wahał, czy ma zaprosić żonę syna swego starego przyjaciela Mohammeda ben Hoggar, lecz przypomniał sobie łaskawe słowa kaida, powiedziane do niego o Aziza, gdy Glaui dowiedział się, że kobieta po widzeniu się z nim natychmiast odjechała, — więc zaprosił ją.
Aziza zaproszenie przyjęła, gdyż nie chciała pokazać ludziom swej tęsknoty i poniżenia, a zresztą czuła się teraz spokojniejsza i weselsza i ciągnęło ją znowu do ludzi. Przystroiła się więc bogato w klejnoty, otrzymane jako wiano od męża i podarowane przez jej ojca.
Wieczorem kobiety rozpoczęły tańce. Narazie wykonywano tradycyjne, rytualne tańce, a później, gdy przyszło podniecenie, rozpoczęły się stare tańce góralskie.
Działo się to na kobiecej połowie domu kadi, więc tancerki zrzuciły z siebie zasłony i szerokie burnusy i tańczyły w lżejszych szatach, nieskrępowane obecnością mężczyzn. Gdy przyszła kolej na Aziza, odtańczyła taniec miecza z taką namiętnością i wyrazem, że wszystkie kobiety zaczęły w zachwycie klaskać w dłonie, krzyczeć i prosić o nowy taniec. Aziza w swojej ojczystej wiosce, stojącej na brzegu rzeki Suss, słynęła z tańca i piękności a sztuką taneczną zachwycała nieraz znajomych i przyjaciół męża. Tańczyła więc długo, coraz bardziej sama upajając się wirem i porywem ruchów. Oczy jej płonęły, rozchyliły się namiętnie usta, pierś wysoko się wznosiła i opadała, brzęczały i dzwoniły ciężkie kolczyki i bransolety.