Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/83

Ta strona została uwierzytelniona.

Na fali się porusza, wiatrem kołysana.
Idź! Niech cię Zeus prowadzi — i niech morskie bogi
Pogodnemi gwiazdami oświecą ci drogi.
Znów ujrzysz Idę, w sosen odzianą zielenie
I bystre w ich cigęzi skaczące jelenie,
I Ksant ze Simoisem — rzek srebrzystych dwoje
I siwych twych rodziców — i twą sławna Troję!
Szczęsny, kto nie obarczon grzechem, łzy tkliwemi
Znajome wita niebo na rodzinnej ziemi!


PARYS.

Słuchaj mię, Tyndarówno, córo znakomita
Ledy! Na wzgórzu Idy biała Afrodyta
Zdumionym moim oczom świetlna, obnażona,
Mniej cudna się wydała w obłoku zjawiona.
Czyś ty nie Eufrozyna o promiennej głowie,
O której marzą ludzie, którą czczą bogowie?
Albo jasna Aglae, której oko czyste
Wlewa w człowiecze serca światło uroczyste?
Włosy twe lśnią jak zorza, a twe oko płonie
Tak, że gną się kolana i puls bije w łonie.
Stopy twe pewno w boskich żyły niegdyś światach:
Dziewice naszej Frygii w rozwiązanych szatach,
Gwiazdy, co drżą przed złota powstającą zorzą —
Z zazdrością i podziwem przed tobą się korzą.
Pójdź! Afrodyta żąda, bym do Troi świętej,
Z dumą uniósł tę zdobycz, ten mój skarb zaklęty!
Ona sama, o pani, szczodrą swą pomocą
Kierowała mych łodzi bieg — i dniem i nocą.