Strona:Antychryst.djvu/306

Ta strona została przepisana.

ptane pantofle. Carewicz oglądał wszystkie te szczegóły ubrania ojcowskiego, tak mu dobrze znane i swojskie. Tylko twarzy ojca prawie nie widział. Przez okno, po za którem bielał śnieżny obrus Newy, skośny promień żółtego, zimowego słońca padał pomiędzy nimi, cienki, długi i ostry jak miecz; dzielił ich i zasłaniał jednego przed drugim. W czworokącie słonecznym, padającym od ramy okna, u samych nóg cara spała zwinięta w kłębek jego ulubiona ryża suczka, Lizeta.
Car mówił dalej równym, monotonnym i nieco ochrypłym od kaszlu głosem, jakby odczytywał ukaz.
— Bóg nie jest winien twej nieudolności, gdyż rozumu ci nie poskąpił, ani też siły cielesnej; jakkolwiek niezbyt krzepki z natury, nie jesteś wszakoż słaby, a jednak o sprawach wojskowych słyszeć nie chcesz, choć przez nie wyszliśmy z mroku i staliśmy się znani i szanowani w świecie, który przedtem nic o nas nie wiedział. Nie mówię, abyś do wojny był ochoczy bez słusznej przyczyny, ale pragnąłbym, abyś lubił sztukę wojenną i biegłości w niej nabywał; albowiem to jest jeden z dwóch środków w rządzeniu krajem, obok porządku, obrona kraju. Z pogardzania wojną zguba państwa wynika, jako to widzimy w upadku monarchii greckiej. Nie od tego li zginęła, że porzuciwszy oręż, chciała żyć w pokoju, ustępstwa we wszem czyniąc nieprzyjacielowi, który to pokój w niewolę oddał ją tyranom?