Strona:Antychryst.djvu/388

Ta strona została przepisana.

uklęknąć, ale zatoczył się i omal że nie wpadł do wody; nie był zbyt mocny na nogach, ciągle bowiem popijał z flaszki, którą wstydliwie ukrywał pod połą kaftana. Jeden z wioślarzy, piękny przez pół nagi chłopiec domyślił się o co chodzi, uśmiechnął się do Eufrozyny, mrugnął Ezopkowi i podał mu gitarę. Ten zabrzęczał na niej jak na trzechstrunnej bałabajce.
Eufrozyną uśmiechnęła się również, spojrzała na carewicza i zaśpiewała nagle donośnym, nieco krzykliwym babskim głosem, jak nieraz spiewywała w chórach wiejskich o zorzy wieczornej wiosną u brzozowego gaju nad rzeczką. I brzegi Neapolu, starożytnej Partenopei, zabrzmiały dźwiękami, których nikt na nich nie słyszał.

Ach wy sienie moje nowe
Z jaworowego drzewa.

Nieskończona tęsknota za przeszłością dźwięczała w pieśni włoskiej:

Chi vuol esser lieto sia:
Di doman non c’e cetezza.

Nieskończona tęsknota do przyszłości dźwięczała w pieśni ojczystej:

Poleć poleć mój sokole wysoko i daleko
I wysoko i daleko w strony moje rodzone