Strona:Antychryst.djvu/418

Ta strona została przepisana.

Uwolniła się delikatnie z jego objęć, obejrzała się przez ramię, czy lampka dobrze się pali, ukąsiła brzoskwini i wreszcie odpowiedziała spokojnie:
— Żartujesz sobie ze mnie. Gdzie mnie to, prostej chłopce, carową być.
— A jak cię wezmę za żonę, to i będziesz. Tak ci ojciec mój nie inaczej uczynił. Macocha, Katarzyna Aleksiejewna, nie wiedzieć jakiego rodu — bieliznę z czuhunkami prała w jednej koszulinie, wzięta do niewoli, a ot widzisz, króluje teraz. Będziesz i ty carową nie gorszą od drugich.
Chciał a nie umiał powiedzieć tego, co czuje i dlatego może ją miłował tak, że była prostą chłopką; to i on, chociaż z krwi carskiej, człek prosty, pychy bojarskiej nie znosi, a pospólstwo miłuje, i od niego carstwo otrzyma. Dobre za dobre, gmin carem go uczyni, a on ją, Eufrozynę, chłopkę z pośród czerni — carową.
Ona milczała, spuściwszy oczy, a na twarzy jej było widać tylko senność. Ale on przyciskał ją coraz mocniej i mocniej, odczuwaiąc po przez cienką tkaninę sprężystość, świeżość jej ciała. Ona broniła się, odtrącała jego ręce. Wtem nagłym ruchem Aleksy pociągnął na dół rozpiętą, na pół, trzymającą się zaledwie na jednem ramieniu koszulę. Zsunęła się na dół i upadła u jej nóg.
Zupełnie obnażona w mglistej pozłocie swych czerwonawych włosów, jak w blasku zorzy, stała przed nim i dziwnie kuszącą zdała się czarna musz-