Strona:Archanioł jutra (Arnsztajnowa).djvu/27

Ta strona została uwierzytelniona.

Biją kilofy

Biją kilofy w hardej skały łono.
Iskry błyskawic krzesze raz za razem,
I gromów echem odpowiada góra.
O, Matko... żywa pod mogilnym głazem
Matko... już grobu Twego odwalono
Kamień... i świtu pozłociste gońce
Skroń Twą promienną oplotą koroną.
Patrz: budzą orła, co spał u Twej stopy
Z podciętem skrzydłem. Oto otrząsł pióra.
Odrosły w grobie... już pod niebios stropy
Ulata... Matko!... leci prosto w słońce!



1918.