Strona:Artur Schopenhauer - O wolności ludzkiej woli.djvu/97

Ta strona została przepisana.

dzenia, paplają bezmyślnie za tymi, którzy im umieją zaimponować, przyłączają się do innych i biegną za nimi tam, gdzie zobaczą zbiegowisko, a gdzie usłyszą hałas, poczynają wraz krzyczeć. Ażeby więc i w tym kierunku uzupełnić podane przez Locke’a, wyjaśnienie zjawiska, które się powtarza we wszystkich czasach, przytoczę jeden ustęp z mojego ulubionego hiszpańskiego autora. Czytelnik zapewne chętnie posłucha, gdyż wspomniany ustęp jest bardzo pocieszny i przedstawia próbkę ze znakomitej książki, której w Niemczech prawie nie znają. Szczególnie jednak ma ten ustęp służyć jako zwierciadło dla wielu młodych i starych kpów w Niemczech, którzy z cichą i skrytą, ale głęboką świadomością swojej niemocy, głoszą za frantami chwałę tego Hegla; udają, że odkryli cudownie głęboką mądrość w zdaniach tego filozoficznego szarlatana, które nic nie mówią, albo nawet zawierają wprost niebotyczne bzdury. A że „exempla sunt odiosa,“ więc biorąc rzecz tylko „in abstracto,“ im to poświęcam tę nauczkę, że człowiek się niczem intelektualnie tak bardzo nie poniża, jak podziwianiem i zachwalaniem złego. Bo słusznie powiada Helvetius[1] „Le degré d’esprit nécessaire pour nous plaire, est une mesure assez exacte du degré d’esprit, que nous avons.“[2] Raczej da się usprawiedliwić chwilowe zapoznanie tego, co dobre bo rzeczy najdoskonalsze w każdym gatunku uderzają nas, dzięki swojej pierwotności, w sposób tak nowy i obcy, że, aby je na pierwszy rzut oka rozpoznać, potrzeba nie tylko rozumu, ale także i wielkiego wykształcenia odnośnie do tego gatunku: wskutek tego znachodzą one uznanie powszechnie późne, i to tem późniejsze, czem do wyższego gatunku należą, a prawdziwi światłodawcy ludzkości dzielą los gwiazd stałych, których światło potrzebuje bardzo wielu lat, zanim dotrze do widnokręgu ludzi. Gdy tymczasem wielbienie tego, co złe, fałszywe, bezmyślne, ba nawet głupie lub niedorzeczne, nie daje się w żaden sposób uniewinnić. A ten, ktoby to czynił [370.] udowodniłby w ten sposób nieod-

  1. Helvetius, Claude, Adrien, — materyalistyczny filozof epoki francuzkiego oświecenia (1715—1771. w Paryżu). Reprezentuje ów jej okres, który na podstawie sensualizmu (Voltaire) buduje etykę egoizmu jako własności przyrodzonej człowiekowi i pierwotnej. — W pierwotnej pustce w człowieku tkwi tylko egoizm, żądny zmysłowych uciech, który jako przyrodzony musi być także normą całego postępowania człowieka, uczy Helvetius. Cnoty zaś są tylko zmodyfikowanym i przystosowanym egoizmem. A całe poznanie wypływa tylko z wrażeń zmysłowych: przypadkowe wrażenia świata zewnętrznego zapisują „tabulam rasam“ i od nich zależy wewnętrzny ustrój człowieka.
    Widzimy tu wpływ Locke’a, moralistów angielskich i Hume’a, widzimy sensualizm i — woluntaryzm: ten egoizm jest właściwie żądzą życia (Wille zum Leben). Harmonizuje to doskonale z filozofią Schopenhauera, który również w ten sposób określa egoizm (zob. § 14. „O podstawie etyki;“ „egoizm, t. zn. żądza bytu i dobrobytu,“ — por. przyp. 60). Człowiek, jako uprzedmiotowienie (Objectivation) ślepej woli, — mówi Schopenhauer — pragnącej tylko życia, musi być rdzennie egoistyczny. Wynika to z metafizycznej natury woli, która jest tylko jedną, a w każdym człowieku zawartą niepodzielnie. Jako Ευ και παυ, nie może się dać zniszczyć: bo gdyby jeden człowiek zginął zupełnie, musiałby zginąć cały świat. A wola chce świata. Dlatego też jest egoizm tak silny w każdym człowieku. Za jego pomocą wola broni siebie samej przed zagładą. Jest to instynkt samozachowawczy woli. Możliwem jest jedynie zaprzeczenie jej, z którego więc wynika przeciwstawienie egoizmowi altruizmu i etyki litości (Moral des Mitleids). Lecz jest to już rzeczą zbawienia. — Dwa główne dzieła Helvetiusa: „De l’esprit“ (najlepsze, wyszło w r. 1758, spalone na żądanie duchowieństwa w r. 1759) i „De l’homme....“. 14 tomów jego dzieł wyszło w Paryżu w r. 1796.
  2. „Stopień rozumu potrzebny, by się nam podobać, jest dość ścisłą miarą rozumu, który posiadamy.“