Strona:Baczyński - Autografy utworów poetyckich (1939-1943).djvu/104

Ta strona została przepisana.

książka leżała na stole. Na książkę upadł promień
słońca pełnego jak jabłko i zeszliśmy z obrazka
jako chrzęszczący rycerz i jak okuty płomień
kochać czułe zwierzęta i kreślić na piaskach
złotych pustyń — figury, miasta i kanały,
a ludziom dać do ręki owoce nabrzmiałe
z których gdy ścisnąć — tryśnie anioł, młot i potok
krwi jak obłok płynącej, i śpiew samolotów,
które by popłynęły, lądom, kontynentom......


2.  Zbudziliśmy się rano. Był świt. Było święto
W doniczkach trąb żołnierskich dojrzewały róże,
a postaci obłoków wykute w marmurze
uśmiechały się biało, zastygły tak cicho
że zdawało się: klasztor pełen jasnych mnichów
patrzy w pierwszy dzień zimy na ptasi lot śniegu
i byliśmy jak konie zatrzymane w biegu
i zakute w pomniki. Właśnie zapadł wieczór

3.  ślepe dzieci epoki biegliśmy. Od przeczuć
zachodziły nam oczy gwiazdami i szronem.
Ślepe ptaki epoki. Ten co jest człowiekiem
jest dzieckiem i zrzucając skrzydła jak powieki
z oczyma otwartymi zawsze pójdzie ziemią
aby nagle przystanąć i za z ustami niemo
otwartymi połykać wielkimi haustami
krew, drogi i obrazy.