Strona:Baczyński - Autografy utworów poetyckich (1939-1943).djvu/92

Ta strona została przepisana.

Chór ojców:
Nasze ciała wieczne są,
rdza przeżera stary mundur
ale synom, wnukom z rąk
jeden kwiat wyrośnie — buntu.

Wielkie kraje są jak dzbany,
w których kipi miodu bulgot,
ale naszych wnuków rany
nie nasycą ziemi ulgą.

Chmur gejzery dzielą się na wstęgi
nitka wody drąży warstwy grube,
zasadziliśmy młodziutkie dęby
aby synom wyrosły na maczugę.

Ciemne wieki huczą jak głosy
które w żarnach rzeki trud obraca z nami
pod fundament poto było ryć ziemię
aby wnukom z niej dobyć dynamit?

Oto niebiosa wysoko, daleko do nich
ziemia ciężka za nisko już, jak ołów
ciężkie pręty zgrzybiałej broni
zamykają dróg naszych koło.

I szli już jak szare mary miast, które nagle ożywi
jedno wspomnienie bolesne, czy jeden dziewczęcy uśmiech.
Przez dłonie jej wyciągnięte płynęła mgła.
Wołała — Ojcze! — rzucała rękami jak dziecko w snach,
co wie, że niema powrotu i długo marzy nim uśnie.
Płakała cicho — tyle skruszyło się lat
tyle oczu roztarły ogromnych armat koła
Cisza była. Za niemi dym się zawinął jak bat
Odeszli. Milczenie. Deszcz pruszył. Nikt za niemi nie wołał.




A oto nowe gałęzie — mroczny puch
kwitną powoli; rosną splecione z deszczem w konar
Ciemność. Dłonie jej drżą. Powolny mogił ruch.
Głosy dalekie żywych, czy zmarłych?