Strona:Benito Mussolini - Pamiętnik z czasów wojny.djvu/44

Ta strona została przepisana.


2 października.

Dostaliśmy nowych oficerów: są to podchorążowie Barbieri i Raggi. Stan liczebny naszej kompanji jest już pełny.
Austrjacy bombardują wieś Cezzoga bombami zapalającemi.
Furażer Lamberti przynosi mi od kapitana kartkę następującej treści:
„Bardzobym pragnął wyrazić bersaljerom mojej kompanji, w sposób najbardziej przemawiający do ich prostych i zacnych dusz, moje gorące zadowolenie zpowodu zupełnego zbratania się dawnych bersaljerów z nowymi. Zbratanie to świadczy o duchu koleżeńskim, jaki ich ożywia. Cenię ich niezmąconą wesołość, dyscyplinę, niefrasobliwą wytrzymałość na wszystkie spotykające ich trudy i niewygody — i jestem z nich dumny. Wszystko to dowodzi u nich wielkiego poczucia obowiązku i daje rękojmię silnej łączności w czasach, gdy będziemy może powołani do innych jeszcze ciężkich prób.
„Bersaljerowi Mussoliniemu daję polecenie, by w rozkazie kompanijnym wyraził dzielnie, po bersaljersku, tę moją dumę i zadowolenie, a jednocześnie przez napomknienie o wzniosłych ideałach ojczyzny i rodziny, które kiedyś będą najcenniejszą zapłatą za wykonanie naszych najświętszych obowiązków, zagrzał swych kolegów do cierpliwości i wytrwania.
Pytam sam siebie: — Czyż to właśnie nie jest najpiękniejszym „rozkazem?“ Cóż mógłbym tu dodać albo poprawić?
Jednakże usłuchałem. Pomiędzy starymi i świeżo powołanymi żołnierzami ustalają się przyjacielskie stosunki. W pierwszym plutonie ja jestem jedynym nowoprzybyłym. Reszta to starzy wiarusi, znajdujący się w pułku od chwili wybuchu wojny. Często z ust ich słyszę opowiadania o najciekawszych epizodach: o ofensywie na Plezzo, o starciach na Vrsig. Kaprale urządzili zbiórkę plutonów i odczytują rozkaz dzienny.