Strona:Björnstjerne Björnson - Tomasz Rendalen.djvu/112

Ta strona została przepisana.

Na znak Tomcia rzucały się gromadnie na Karolka, gdy się jeno ukazał, nibyto czyszcząc powalanemi nieraz rękami jego ubranie. Czyniły to wiedząc, jak o nie dba, on zaś szczędził odzieży, gdyż miał jej skąpo. Owo czyszczenie trwało bez końca, aż się rozpłakał. Stąd dostało mu się przezwisko „Płaczka“. Gorzej jeszcze było z nim, gdy się okazało, że chociaż starszy i wyższy, jest słabszy niż Tomcio. Tomcio chciał się okazać bohaterem i przyszło do bitki.
W gruncie rzeczy Karolek nie wzbraniał się wcale odegrać roli męczennika, uważał to bowiem za coś niezmiernie szczytnego. Spostrzegli to malcy i stali się dlań jeszcze gorsi.
Augusta była dla Karolka zawsze dobrą, tem lepszą im bardziej mu dokuczano, ale nie mieszała się w spory i wogóle unikała w tym czasie coraz to bardziej wzruszeń. Ile jednak razy Karolek prosił ją o obronę, był bezpieczny. Zdarzało się to coraz częściej i wkońcu nie śmiał chodzić po ogrodzie bez swej patronki.
Tomciowi duma nie pozwalała okazać, że go to boli, ale mścił się, jak mógł. Pewnego dnia, podczas lekcji muzyki zaczął Tomcio drwić z tej przyjaźni, wówczas Augusta oświadczyła, że tak długo będzie Karolkowi wierną przyjaciółką, aż Tomcio stanie się grzecznym jak Karolek chłopcem. Tomcio poprzysiągł zemstę.
W sobotę popołudniu udawał się Karolek zawsze na grób rodziców, by go ubrać w świeże kwiatki. Tomcio zaczaił się nań w alei i zażądał przyrzeczenia, że nie będzie odtąd rozmawiał z Augustą. Ale potulny zawsze Karolek nie chciał tego przyrzec, a Tomcio nabił go porządnie. Gdy jednak i potem Karolek trwał mężnie przy swojem, kopnął go Tomcio w słabizne. Karolek krzyknął i zemdlał.