Strona:Björnstjerne Björnson - Tomasz Rendalen.djvu/80

Ta strona została przepisana.

miennej metody. Uprzedzała wszystkie jego pragnienia, odgadywała je i była we wszystkiem posłuszną.
To poskutkowało, ale jeśli uczyniła pomyłkę, nie była jej w stanie niczem naprawić. Matka-niewolnica doszła do tego, co wiele innych przed nią, mianowicie, pod wpływem rozpaczy umyśliła się zbuntować. Mały despota musiał zostać zdetronizowany.
Rewolucja rozpoczęła się od tego, że Jego Królewska Mość dostał sześć klapsów. Zaraz objawiła się cała groza wojny, ale padło znowu sześć, ośm, a nawet dwanaście uderzeń. Trudną jest rzeczą, nawet dwuletniemu satrapie zrzec się władzy swojej, to też walka trwała kilka godzin, zanim został pokonany... Nie poddał się wcale, tylko zasnął ze znużenia.
Wyczerpana kilkomiesięcznym niepokojem, obawą, czuwaniem po nocach i walką, drżała na calem ciele. Mimo to czuwała nad snem pokonanego, zdjęta litością dla powalonego władcy. Wpatrywała się weń, jak łkał bezsilny, jak łzy osychały mu na policzkach, jak drgały mu kurczowo rączęta i głowina. Tęskniła za chwilą przebudzenia, przyrzekając, że go powita najsłodszym wyrazem twarzy, że klęknie i zacznie wyprawiać wszystkie małe sztuczki, stanowiące nieopisany zachwyt matek. Głównie zaś pragnęła, by złożył dziobek do pocałunku, co czynił niezrównanie.
Wreszcie poruszał się, zaczynał trzeć nos, ona zaś, nie mogąc dłużej wytrzymać, podsuwała podeń ręce i przykładała twarz, wdychając świeżość tej maleńkiej istotki.
Nagłe wykrzywiał buzię, w oczach błyskała krańcowa rozpacz, a potem rozlegał się krzyk, krzyk straszliwy. Malec bił wokoło rękami, kręcił się i wił, tak że musiała go czem prędzej kłaść i wołać siostry. Do