Strona:Boecker-Stove - Chata wuja Tomasza.djvu/389

Ta strona została uwierzytelniona.
385
przez Boecker Stove

jego nowej drodze i napisał list pełen czułych, mądrych rad dla swego starego sługi. Autorka miała ten list w swoich rękach.
Pochlebia ona sobie, że oddała należną sprawiedliwość wspaniałomyślności, szlachetności, które czasami odznaczają mieszkańców Południa.
Jeżeli dla ludzi, honorem, z sercem miłującem, opinja publiczna jest wędzidłem, powstrzymującem od złego, to czyż wręcz przeciwna opinja nie panuje między ludźmi podłymi, gwałtownymi, nieznającymi hamulca na swe namiętności? a czyż ci nie mają prawa posiadać tyluż niewolników, ile i pierwsi? a ludzie sprawiedliwi i dobrzy czyż stanowią większość na tym świecie? amerykańskie prawa uważały dowóz czarnych na równi z rozbojem morskim; a jednak handel niewolnikami, systematycznie zorganizowany na brzegach Afryki, czyż nie jest koniecznem następstwem niewoli amerykańskiej i kto może wyliczyć wszystkie nieszczęścia i okropności z niego płynące?
Autorka zaledwie słabo naszkicowała te rozpaczliwe cierpienia, które rozdzierały tysiące serc, rozdzielały tysiące rodzin i obudzały wściekłą rozpacz w plemieniu czułem, bez żadnej obrony zostającem. Żyją ci, którzy widzieli, jak matki zabijały swe dzieci, dla wyrwania ich z podłych rąk handlarzy. Nieszczęśliwe, w śmierci szukały obrony dla swego dziecięcia od okropności gorszych nad śmierć samą. Nic nie możemy wymyślić, wymarzyć, coby mogło przejść swą okropnością rzeczywiste fakty, wydarzające się każdego dnia, każdej godziny na brzegach Ameryki pod opieką praw...
Matki Amerykanki, które, pochylone nad kołyską swego dziecięcia, uczycie się miłości w najwznioślejszych jej polotach! w imię tej świętej miłości, którą karmicie w łonie swem dla niewiniątka swego; w imię tej anielskiej radości, jaką w was wzbudza niewinnie igrające dziecię; w imię tej matczynej pobożności, w imię tych tkliwych, serdecznych uczuć, które będą kierowały pierwszemi jego krokami; w imię tych gorących, serdecznych modlitw, zasyłanych przed tron Przedwiecznego o jego doczesne szczęście i wieczne zbawienie: wzywam was, matki, zaklinam, błagam, pomyślcie o matce, która dręczona tąż samą, co i wy trwogą, miłując jak wy całem sercem, nie ma jednak najmniejszego prawa, zachować przy sobie, bronić, wychowywać, pieścić również drogie jej dziecię.
Wy, mieszkańcy Stanów Północnych, czyż zdołacie obmyć ręce wasze, czyż odważycie się powiedzieć, że nie wasza w tem wina, że nie macie nic z tem wspólnego? O, gdyby tak być mogło! ale nie! o nie! Wy, obywatele Stanów wolnych, broniąc systematu niewoli, więcej zawiniliście przed sprawiedliwym, lecz groźnym trybunałem Najwyższego od waszych braci południowych, bo nie możecie dla swego uniewinnienia, jak oni, odwołać się do wychowania, do zwyczajów.
Gdyby matki Stanów wolnych umiały współczuć niedolę bliźnich, gdyby, jak powinny, bolały nad nią, o! wówczas i ich synowie nie byliby nigdy właścicielami niewolników, — właścicielami, których srogość weszła w przysłowie; nie kupczyliby ciałem i duszą biednych istot, jak lichym towarem.
Cóż więc ma począć, spytacie, pojedyńcza jednostka w całem ze-