Strona:Bolesław Prus - Kroniki 1875-1878.djvu/139

Ta strona została uwierzytelniona.

PS. W tej chwili dowiadujemy się, że niedźwiedzie, a raczej skóry niedźwiedzie wraz z należącemi do nich kośćmi i pozostałą odrobinką siły żywotnej, zostały uprzątnięte przez czyścicieli, celem postąpienia z niemi jak należy.
Jedyne niedorosłe wilczątko, jakie pozostało, połknąwszy deskę z parkanu i łańcuch, zjadło w końcu samo siebie i wygląda teraz jak przewrócona rękawiczka. Gdzie miało pierwej głowę, tam ma teraz ogon i vice versa.
W nieutulonym żalu pozostała reszta ich przyjaciół, znajomych i kolegów błaga komitet, wysadzony do zorganizowania ogrodu zoologicznego, towarzystwo opieki nad zwierzętami i wszystkich zresztą ludzi, mających choć iskierkę litości w sercu, aby im z natychmiastową pospieszyli pomocą.
Mamy nadzieję, że tak ci, którzy szeroko rozprawiali o potrzebie korytek z wodą dla psów, jak i ci, którzy układali wzory kaligraficzne z pięknym celem wszczepienia w młode dusze miłości dla zwierząt, znajdą teraz sposobność do przyodziania w szatę czynu szlachetnych swoich teoryj. Zwracamy jednak uwagę na to, że czyny, o których mowa, nie mogą się ograniczać na ofiarowaniu pewnej liczby korytek z wodą, lub nawet kilkuset wzorów kaligraficznych cierpiącym nędzę zwierzętom.


∗                              ∗

Pan Bogucki, jeden z promotorów krajowego jedwabnictwa, wybiera się obecnie na apostolską wędrówkę, podczas której głosić będzie małomia-