Strona:Bracia Grimm - Baśnie (Londyński).djvu/175

Ta strona została uwierzytelniona.


Ja bo dotąd jestem naczczo więc naprzód muszę pójść do domu i trochę przekąsić. Za pół godziny stanę na placu, a wtedy możemy zacząć.
Co rzekłszy, jeż odszedł, bo zając nic nie miał przeciwko temu.
W drodze myśli sobie jeż: zając liczy na swoje długie nogi, ale ja go wezmę. Uważa on się za bardzo dystyngowanego jegomościa, ale jest tylko głupim smarkaczem i musi zapłacić, choćby się niewiem, co stało.
Wróciwszy do domu, rzecze jeż do żony:
— Żono, ubieraj się prędko, musisz pójść ze mną na pole, założyłem się z zającem o złotego luidora, że mam nogi bardziej rącze niż on, więc musisz być przy tem.
— Ach, drogi mężu, — rzekła pani jeżowa: — czyś zmysły stracił? Jakże możesz zakładać się z zającem?
— Cicho babo! — rzekł na to jeż — To już moja rzecz! Dalej, ubieraj się i pójdź ze mną!
Po drodze mówił jeż do żony:
— Teraz uważaj! Tam, na wielkiem polu ma się rozegrać nasz wyścig. Zając będzie leciał jedną bruzdą, a ja